sobota, 22 grudnia 2012
22. " To było piękne mój przyjacielu. "
- Zastanawiałaś się, jaką krzywdę zrobiłabyś ludziom, odbierając sobie życie?
- Ludziom?- udała, że nie rozumie.
- No na przykład mnie.
- Co bym ci zrobiła?
- Zabiłabyś moją przyjaciółkę, albo raczej ja bym to zrobił. To moja wina. Przepraszam za wszystko. - wyszeptał. Kolejny raz to słowo wyszło z jego ust. Głupiec, myśli, że to wszystko naprawi.
- Zayn? - zaczęła, kiedy chłopak zwrócił na nią całą swoją uwagę mówiła dalej. - Przynieś mi trochę śniegu.
- Śniegu? - upewnił się chłopak. Było to dziwne życzenie, jednak nie ociągał się, tylko spełnił jej prośbę.
- Nie da się tu przynieść śniegu, bo w szpitalu jest za ciepło. - wyciągnął w jej stronę dłoń, na której po kolei umierały białe płatki.
- Właśnie o to chodziło. Daj mi to. - to życzenie również spełnił, potem kazała mu usiąść obok siebie.
- Popatrz. Te płatki są jak czas.
- O czym ty mówisz? - zdziwił się. Jaki czas? O co jej chodzi?
- Ciągle ich ubywa, prawda? - pokiwał głową. - Tak samo jak mijają sekundy, minuty, godziny, dni, a nawet całe lata. Cały czas jest ich mniej. Ubywają z każdym przepraszam, z każdym wybacz, z każdym żałuję. Czy te parę słów coś zmieniło? Czy jak powiem do nich przepraszam, one się nie stopią?
- Nie.
- A czy jak powiesz do mnie żałuję, to zagoi moje serce?
- Nie.
- Nie rań mnie więcej Zayn. To, że powiesz mi, że przepraszasz nie uleczy rany w moim sercu, a ta z każdym dniem jest coraz większa. Popatrz na te płatki, ich już nie ma. - wytarła dłonie o swoją koszulę. - Stopiły się, została tylko marna woda. Co mi z tej wody, jak ja chcę płatków? Tak samo, co ci ze mnie, kiedy mnie nie będzie, prawda? - wtedy zrozumiał tą całą zabawę śniegiem.
- A jeżeli zamrożę wodę, która została po tym śniegu?
- A czy to wtedy będą płatki śniegu czy lód? - na to pytanie nie odpowiedział, ona w tym czasie zamknęła swoje błękitne, dziecięce oczy i oparła się o poduszkę. Była bardzo senna i zmęczona. A on? On na razie był, ale jak długo jeszcze? Kiedy mu się znudzi? Wierzyła, że któregoś dnia zniknie na dobre. Odejdzie, a ona spróbuje zapomnieć, że istniał. Tak naprawdę pozostanie jednak pyłem na powiekach i będzie odbierał sny. Stanie się na ułamek sekundy najrealniejszym z nierealnych, najlepszym z najgorszych.
- Nic nie trwa wiecznie. - powiedziała na głos.
- Co?
- Nic, nic. - otworzyła oczy, machnęła ręką i znowu je zamknęła. Zapragnęła wyjść na dwór. Ot tak. Lubiła czuć, czuć deszcz, śnieg, bliskość, ciepło, obojętnie co. Przecież uczucia są takie piękne, bez nich bylibyśmy nikim. Zawsze chciała wyjść w zimowy wieczór na spacer, patrzeć jak płatki śniegu roztapiają się pod wpływem jej ciepła, jego ciepła. Niepoprawna romantyczka, skarciła się w myślach. Aniołki na śniegu miały dla niej większe znaczenie niż tylko zabawa. Nawet kiedy była mała, jak robiła aniołka, zawsze dorysowywała im skrzydła. Kiedy inni pytali czemu, ona im odpowiadała
Przecież anioł bez skrzydeł to upadły anioł, to człowiek.
- Co z nią? - do sali wpadł zdyszany Horan.
- Żyję. - odezwała się cicho dziewczyna.
- Czego tu szukasz Niall?
- Chciałem się dowiedzieć co z moją przyjaciółką. - wyminął mulata.
- Przyjaciółką. - prychnął Zayn.
And I told you to be patient / Mówiłam Ci, abyś był cierpliwy
And I told you to be fine / Mówiłam Ci, abyś był subtelny
And I told you to be balanced / Mówiłam Ci, abyś zachował równowagę
And I told you to be kind / Mówiłam Ci, abyś był miły
- Zostaw ją Niall, albo porozmawiamy inaczej.
- Zayn nie zachowuj się tak, przecież to twój przyjaciel. - powiedziała Des, ale chłopcy i tak jej nie słuchali.
- Ogarnij się lalusiu. - warknął blondyn.
- Nic dziwnego, że żadna dziewczyna cię nie chce. - mulat pokazał Niall'owi środkowy palec i wyszedł zapalić. Blondyn zignorował jego zachowanie i wdał się w rozmowę z Des.
- I jak, zastanowiłaś się nad moją propozycją?
- Myślałam, że już ci przeszło.
- Destiny, biedna, samotna, głupiutka Des. - zaśmiał się Horan. - Chyba nie myślałaś, że odpuszczę? A Zayn? Owszem może kiedyś był moim przyjacielem, ale wiesz, życie jest brutalne. - przybliżył się do niej i założył kosmyk jej włosów za ucho. Drgnęła, nie spodziewając się takiego gestu z jego strony.
- Co ty robisz? - zapytała tak cicho, jakby bała się, że jakiś głośniejszy dźwięk zachęci chłopaka do dalszej gry. Czy to można było tak nazwać? Tak, chyba tak. To była jakaś gra, a ona była pionkiem, on również, ale na razie nie zdawał sobie z tego sprawy. Myślał, że to on jest graczem, a zarazem wygranym. Przejechał palcem po jej policzku i przybliżył swoje usta do jej ucha..
- Załatwiłem, że dzisiaj cię stąd wypuszczą, także spodziewaj się mnie. - uśmiechnął się i poszedł.
- I co ja mam teraz zrobić? - mamrotała pod nosem. - Boże pomóż, przecież ja tego nie chciałam. - opuściła powieki, żeby nie wybuchnąć płaczem. Próbowała wcisnąć łzy z powrotem do oczu.
Dzielna dziewczynka.
Do pokoju wszedł mulat. Usiadł obok niej i wsłuchał się w jej oddech. Był równomierny, myślał, że zasnęła.
Pewnie musi być wyczerpana, zabiorę ją stąd jak się obudzi, pomyślał.
- Wiesz Des, kiedy śpisz mogę ci powiedzieć tak wiele rzeczy. - wyszeptał, poczuła jego ciepły oddech tuż przy uchu. - Mogę ci powiedzieć, że nawet nie zdajesz sobie sprawy ile razy przez ciebie płakałem. Nie, jednak nie przez ciebie, przez nas. Mogę ci obiecać, że nie dam cię już skrzywdzić. Mogę ci powiedzieć, że Niall jednak nie jest takim dobrym człowiekiem za jakiego go uważasz i nie bać się, że na mnie nakrzyczysz. Z resztą co ja mówię? Ty i krzyczeć? - zaśmiał się cicho pod nosem. - Ty jesteś usposobieniem łagodności, naprawdę jesteś jak anioł. Wybaczasz, chociaż spotkało cię tyle krzywdy, to jest niesamowite. Nie znam drugiej tak magicznej osoby jak ty i mam nadzieję, że nie poznam, bo chcę znać tylko jedną taką osobę, ciebie. - wzruszyła się. Wiedziała, że to było prosto z serca, wiedziała, że nie kłamał. Po jej policzku spływały łzy. Znowu płakała, ale tym razem było to spowodowane przez te dobre emocje.
- To było piękne mój przyjacielu. - przytuliła się do niego. Mulat był na początku zaskoczony, ponieważ myślał, że spała, ale po chwili też ją przytulił. Byli najlepszymi przyjaciółmi, a zachowywali się jakby pomiędzy nimi było coś więcej, oczywiście oni nie widzieli w tym nic złego, ale przecież Zayn miał dziewczynę. Prawdę mówiąc nie za bardzo spodobało się to Perrie co widziała, kiedy weszła do pomieszczenia w którym znajdowała się Des razem z mulatem.
(włącz)
- Zabije cię suko. - wysyczała i rzuciła się na dziewczynę. Na szczęście Zayn zdążył odciągnąć wściekłą blondynkę .
- Koniec! - krzyknęła Destiny. - Mam dość. Weź się ode mnie odpierdol, odwal, obojętnie co. Po prostu zniknij z mojego życia, przyjaciółko. - prychnęła. - Nie chcę cię widzieć, rozumiesz? Nienawidzę cię. I wiesz co? Może nie jestem tak ładna jak ty, tak bogata jak ty, tak idealna jak ty , ale za żadne skarby nie zamieniłabym się z tobą miejscami, bo ty nie masz sumienia, jesteś chodzącą maszyną, zapatrzoną w tą twoją krzywą buźkę! - nie wiedziała skąd nagle przybyło jej tyle odwagi, ale była szczęśliwa, że wreszcie się na to zdobyła. Powiedziała jej co o niej myśli.
Gdy Perrie krzyczała i histeryzowała w szpitalu, Liam i Alice byli na romantycznej kolacji w hotelu poza miastem. Potem przenieśli się do pokoju. Jako że blondynka nie miała głowy do alkoholu, nie zdawała sobie sprawy z tego co robi. Zaczęło się od niewinnego pocałunku. W blasku księżyca popatrzeli na siebie, a ich usta poluzowały się czekając na muśnięcie warg. Dłonie się splotły, a ciało do siebie przywarło.
- Li, ty masz dziewczynę, przestań. - nie chciała, żeby skończył, pragnęła, żeby dalej oprowadzał ją po tym magicznym świecie. Błądził po jej ciele jak mały chłopiec, który zgubił się w lesie. Zakochała się w jego dotyku.
- Błagam Alice, nie psuj tej chwili. - ugryzł ją lekko w ucho, potem pocałował w szyję. Wreszcie poczuła się kochana. Zamknęła oczy rozkoszując się jego zapachem, a on mocniej przyciągnął ją do siebie. Posłała mu lekko zaniepokojone spojrzenie, kiedy rozpinał guziki jej bluzki, jednak kiedy pocałował ją w usta, cały strach przeminął i obdarzyła go szczerym uczuciem.Przyjemny dreszcz, blond włosy delikatnie opadające na nagie ramiona. Przekroczyli granicę przyjaźni.
"Nie musiała rozumieć sensu życia, wystarczyło spotkać kogoś, kto go zna. A potem zasnąć w jego ramionach jak dziecko, które wie, że ktoś silniejszy od niego chroni je przed wszelkim złem i niebezpieczeństwami."
________________________________________________________________________________
Pewnie jest masa błędów, za co przepraszam, ale to było przepisywane bardzo szybko. Wiem, wiem zawaliłam i rozdział i w ogóle, że nic nie dodawałam tak długo, ale teraz te święta, cały czas ktoś coś ode mnie chce i cierpię na brak weny ;c Chociaż wenę mają pisarze, a ja pisarką nie jestem, więc cierpię na taki amatorski brak energii i pomysłu. xD Macie tu krótki, bo krótki wątek miłosny, ale przynajmniej jest. Więc jeszcze raz przepraszam za wszystkie błędy i za to coś do góry nazwane przez niektórych rozdziałem. Wesołych Świąt. Kocham Was. ;* *
niedziela, 16 grudnia 2012
21. " Przeznaczenie zmieniło swoje zdanie. "
I choćbyś nie wiadomo jak się starał, ile nocy przepłakał, ile klął, wyzywał, przeklinał los, ile razy zamykał oczy z nadzieją: może teraz? Nie chcę się obudzić, bo mi tu dobrze. - Zayn poczuł, jakby ktoś dotykał jego ramienia. - Ale pomimo tego, tak cholernie tęsknię. Jednak nie jesteś mi obojętny, ale i tak już za późno, kawa stygnie, uczucia gasną, oranżada traci gaz, a ja umieram. - czy on już świruje? Czy to na prawde jej głos?
- Nie opuszczaj mnie. - wyszeptał. Do kogo? Do niej?
- Zostawię cię tak jak ty mnie, bo przecież tak można, prawda? - czuła się wolna, jednak nie do końca, coś nie pozwalało jej odejść.
- Zostań ze mną. - urządzenie dalej wydawało dźwięki, zbiegli się lekarze, co oni robią? Ratują ją? Ale ona nie chce! Nie chce! Przecież mogliby w tym czasie ratować jakieś biedne dziecko, które potrzebuje pomocy. Niech ją zostawią! Ona nie chce żyć. Czemu ją znowu karzą? Czemu znowu każą jej żyć ?!
- Co z Destiny?! - przybiegł zdyszany Harry.
- Harry powiedz jej, że nie może odejść! Rozumiesz?! Powiedz jej, żeby mnie nie zostawiała, proszę. - mulat popatrzał na niego tak błagalnie. Jak ma z nią porozmawiać, jak właśnie ją reanimują? - Powiedz, teraz. - z jego oczu pociekły łzy. - Ona chce żyć, tylko jeszcze tego nie wie, ale ja obiecuję, ja dam jej ten cholerny powód do życia, ja jej już nigdy... Nigdy jej nie zranię, tylko niech nie odchodzi. Błagam.
- Dusi mnie wszechświat Harry, dusi mnie wszechświat. - westchnęła mu do ucha. Chłopak miał omamy? Przecież ona leżała tam, to jak mógł słyszeć jej głos tu?! Jak w ogóle mógł ją słyszeć jak umierała?!
- Żegnaj, będę nad tobą czuwała. - uśmiechnęła się do niego, jednak on tego nie widział, jedynie ją słyszał.
- Nie! Zostań, dla mnie, dla Zayn'a. Dla nas. On cię potrzebuje. - pokazał na płaczącego mulata. Do kogo on mówi? Do zjawy?
- Poradzi sobie beze mnie. Powiedz mu, że go koch...- nie zdążyła dokończyć, bo wróciła do swojego ciała. A wtedy najważniejszym dźwiękiem było bicie jej serca, które nigdy nie zawiodło. Przeznaczenie zmieniło swoje zdanie. Żyje... dla niego.
Podszedł do niej, kiedy jej stan się ustabilizował, usiadł na stołku obok jej łóżka. Obserwował jak wraz z oddechem i biciem serca unosi się jej klatka piersiowa, trzymał ją wtedy za dłonie. Pocałował jej bladoróżowe policzki. Widział jej kąciki ust, podniesione ku górze. Czyżby była szczęśliwa? Tak była, bo poczuła się kochana. Do sali wszedł Harry razem z Louis'em.
- Zayn, nie martw się, wszystko będzie dobrze. - chłopak w bluzce w paski poklepał go po ramieniu.
- Nic nie będzie dobrze, wiesz, że ja już myślałem, że będę do końca życia mieć wyrzuty sumienia? Ja jej o mało co nie zabiłem!
- Co ty pleciesz?
- Zostawcie mnie samego. - poprosił, a chłopcy wyszli.
- Nie wyobrażam sobie umierać bez ciebie. - pogładził jej policzek ręką. Miała taką aksamitną skórę.
Była taka blada, taka bezbronna. Milczała, chociaż tyle chciała mu powiedzieć, jednak nie mogła. Spała, była w świecie, gdzie nie ma nic, zupełnie nic.
- No powiedz coś, chwyć tą złość, rzuć nią we mnie. Tylko nie milcz, błagam. Nie milcz. - przyłożył jej zimną dłoń do swojego policzka, po chwili łza przechodziła drogę, od jego smutnych oczu, po jej place, aż wsiąknęła do jej szpitalnej koszuli.
I tak spędził przy niej cały tydzień. Chcieli go od niej odciągnąć, ale on cały czas czuwał. Nic innego się dla niego nie liczyło. Ona była najważniejsza. A dni płynęły, czas nie chciał się zatrzymać. Upływające minuty. Podobno zawsze jest jakieś wyjście, ale tym razem go nie ma. Czasami człowiek nic nie ma, zupełnie nic..
- Oddałbym wszystko, choć za minutę twojej obecności. - to było pierwsze zdanie, które wypowiadał jak wchodził na salę szpitalną. Codziennie do niej przychodził, nie było dnia w którym by tego nie zrobił. Nie, to nie była litość, ani nawet sumienie, to była miłość, jaką ją darzył, a ta była niezwykle wielka i silna. Pewnie pomyślisz, jasne najpierw ją skrzywdził, doprowadził do takiego stanu, a teraz ją kocha? Może i masz rację, ale kiedy ktoś nami manipuluje, nie łatwo jest się od tego kogoś wyrwać, zwłaszcza jak jest to ładna blondynka. Wtedy po prostu krzywdzimy bliskich. Nikt nie jest idealny. A zwłaszcza on. Ona też nie była idealna, w końcu tez krzywdziła Zayn'a. Nie chciała mu tego robić, ale miała kruchą psychikę i nawet najmniejszy szczegół mógł ją złamać. On się nie podda, wyciągnie ją z tego. Chociaż była w śpiączce, słyszała wszystko co do niej mówił, a najdziwniejsze było to, że zaczęła walczyć.Ona? Ta która nigdy nie postawiła na swoim, ta która nigdy nie miała własnego zdania, ta która była wcieleniem bezbronnego anioła? Ona zaczęła walczyć? Czy to przez niego? Słowem wdzierał się w każdą najmniejszą komórkę jej ciała, pobudzał dreszcze na śniadej, delikatnej skórze, na której co dzień zostawiał kształt swoich linii papilarnych Zapachem karmił stęsknione myśli i subtelnie drażnił jej nozdrza. Chciała to wszystko stracić? Nie sądzę, ale bywa również tak, że nie chce się odejść, ale nie można zostać. Był tak wyczerpany ciągłym czuwaniem przy niej, że nawet się nie spostrzegł, kiedy zapadł w sen, w tym czasie ona postanowiła wygrać tą wojnę. Wszystkimi siłami otworzyła oczy. Zobaczyła białe światło, które zaczęło ją razić, jednak nie poddawała się i nie zamknęła ich. Niby niewiele, ale dla niej wymagało to wiele wysiłku. Do sali wszedł Harry, pierwsze co rzuciło mu się w oczy to śpiący mulat, który trzymał głowę na ramieniu Destiny. Dopiero później zauważył, że dziewczyna ma otwarte oczy i rozgląda się po pokoju. Podbiegł do niej i chciał coś powiedzieć, jednak Des u nie pozwoliła.
- Cicho Harry - powiedziała osłabionym głosem, a ręką wskazała na mulata. - Niech sobie pośpi, należy mu się. - chłopak z loczkami pokiwał głowa i usiadł z drugiej strony łóżka.
- Zayn powiedział, że to przez niego...no wiesz - wyszeptał, tak aby nie zbudzić chłopaka.
- Nie Harry, to przeze mnie, on niczego nie zrobił, to ja jestem słaba.
- Niszczycie się nawzajem. - nie wiedziała co na to odpowiedzieć.
- Jestem słaba Harry, chce iść spać. - chłopak ze zrozumieniem pokiwał głową i wyszedł. Po chwili ciszę zakłócał jedynie jej równomierny oddech. Przewróciła się na bok i zasnęła. W tym czasie Zayn obudził się przez dzwoniącą komórkę.
- Halo?
- Cześć stary, mamy wywiad, Paul mówi, że musisz być. - powiedział Liam.
- Daj mi spokój. - zdenerwowany mulat wyłączył komórkę. Czemu wszyscy od niego czegoś chcą? Tutaj idź na wywiad, tam pójdziesz na sesję, potem na spotkanie z fanami. Czy nikt nie widzi, że on nie chce, że nie może? Do cholery jego najlepsza przyjaciółka prawie by nie umarła, a oni mu każą iść na jakiś durny wywiad?
Przez chwilę przyglądał się śpiącej dziewczynie, nawet przez głowę mu nie przeszło, że się obudziła. Wtedy zobaczył coś, czego się nie spodziewał. Na jej skórze widniał tatuaż. Ona miała tatuaż? Kto by pomyślał. Lekko odsunął materiał na jej plecach i palcem powiódł po jej skórze. Na plecach miała wytatuowane trzy ptaki, a pod nimi napis : Dear God, make a bird. So I could fly. Far, far away from here. / Dobry Boże, stwórz mnie ptakiem. Bym mogła latać . Daleko, daleko stąd.
- Ciekawe. - mruknął pod nosem. Patrzał na nią z fascynacją w oczach. Ile jeszcze zagadek kryła? Chciał się dowiedzieć. Postanowił, że pójdzie po kawę, bo jeżeli się czegoś nie napije to znowu zaśnie. Kiedy wyszedł niechcący trzasnął drzwiami, wtedy szatynka się obudziła. Przez okno zobaczyła, że napadało dużo śniegu. Uwielbiała ten biały, zimny puszek. Tak bardzo chciałaby wyjść na dwór. Jednak była jeszcze za słaba. Po chwili przyszedł Zayn, kiedy zobaczył, że szatynka ma otwarte oczy upuścił kubek z gorącą cieczą i wykrzyknął jej imię. Podbiegł do niej i ją przytulił. Tak lekko, jakby od tego zależało jej życie, ale za razem tak mocno, żeby poczuła, że on jest, że nie odejdzie.
_____________________________________________________________________________
SUPRAJSS! Destiny żyje. ;dd Nie chcę jeszcze kończyć bloga, bo zostało wiele niewyjaśnionych
zagadek m.in. kto ją prześladuje i takie tam. :) Więc jeszcze będę was dręczyć rozdziałami ;P
Tak bardzo jak podobał mi się tamten rozdział, tak nie podoba mi się ten. xD
Ale nie będę się użalać nad tym, bo każdemu zdarzają się gorsze rozdziały.
Dziękuję za komentarze pod ostatnią notką. ;**
Kocham Was. ;xx
- Nie opuszczaj mnie. - wyszeptał. Do kogo? Do niej?
- Zostawię cię tak jak ty mnie, bo przecież tak można, prawda? - czuła się wolna, jednak nie do końca, coś nie pozwalało jej odejść.
- Zostań ze mną. - urządzenie dalej wydawało dźwięki, zbiegli się lekarze, co oni robią? Ratują ją? Ale ona nie chce! Nie chce! Przecież mogliby w tym czasie ratować jakieś biedne dziecko, które potrzebuje pomocy. Niech ją zostawią! Ona nie chce żyć. Czemu ją znowu karzą? Czemu znowu każą jej żyć ?!
- Co z Destiny?! - przybiegł zdyszany Harry.
- Harry powiedz jej, że nie może odejść! Rozumiesz?! Powiedz jej, żeby mnie nie zostawiała, proszę. - mulat popatrzał na niego tak błagalnie. Jak ma z nią porozmawiać, jak właśnie ją reanimują? - Powiedz, teraz. - z jego oczu pociekły łzy. - Ona chce żyć, tylko jeszcze tego nie wie, ale ja obiecuję, ja dam jej ten cholerny powód do życia, ja jej już nigdy... Nigdy jej nie zranię, tylko niech nie odchodzi. Błagam.
- Dusi mnie wszechświat Harry, dusi mnie wszechświat. - westchnęła mu do ucha. Chłopak miał omamy? Przecież ona leżała tam, to jak mógł słyszeć jej głos tu?! Jak w ogóle mógł ją słyszeć jak umierała?!
- Żegnaj, będę nad tobą czuwała. - uśmiechnęła się do niego, jednak on tego nie widział, jedynie ją słyszał.
- Nie! Zostań, dla mnie, dla Zayn'a. Dla nas. On cię potrzebuje. - pokazał na płaczącego mulata. Do kogo on mówi? Do zjawy?
- Poradzi sobie beze mnie. Powiedz mu, że go koch...- nie zdążyła dokończyć, bo wróciła do swojego ciała. A wtedy najważniejszym dźwiękiem było bicie jej serca, które nigdy nie zawiodło. Przeznaczenie zmieniło swoje zdanie. Żyje... dla niego.
Podszedł do niej, kiedy jej stan się ustabilizował, usiadł na stołku obok jej łóżka. Obserwował jak wraz z oddechem i biciem serca unosi się jej klatka piersiowa, trzymał ją wtedy za dłonie. Pocałował jej bladoróżowe policzki. Widział jej kąciki ust, podniesione ku górze. Czyżby była szczęśliwa? Tak była, bo poczuła się kochana. Do sali wszedł Harry razem z Louis'em.
- Zayn, nie martw się, wszystko będzie dobrze. - chłopak w bluzce w paski poklepał go po ramieniu.
- Nic nie będzie dobrze, wiesz, że ja już myślałem, że będę do końca życia mieć wyrzuty sumienia? Ja jej o mało co nie zabiłem!
- Co ty pleciesz?
- Zostawcie mnie samego. - poprosił, a chłopcy wyszli.
- Nie wyobrażam sobie umierać bez ciebie. - pogładził jej policzek ręką. Miała taką aksamitną skórę.
Była taka blada, taka bezbronna. Milczała, chociaż tyle chciała mu powiedzieć, jednak nie mogła. Spała, była w świecie, gdzie nie ma nic, zupełnie nic.
- No powiedz coś, chwyć tą złość, rzuć nią we mnie. Tylko nie milcz, błagam. Nie milcz. - przyłożył jej zimną dłoń do swojego policzka, po chwili łza przechodziła drogę, od jego smutnych oczu, po jej place, aż wsiąknęła do jej szpitalnej koszuli.
I tak spędził przy niej cały tydzień. Chcieli go od niej odciągnąć, ale on cały czas czuwał. Nic innego się dla niego nie liczyło. Ona była najważniejsza. A dni płynęły, czas nie chciał się zatrzymać. Upływające minuty. Podobno zawsze jest jakieś wyjście, ale tym razem go nie ma. Czasami człowiek nic nie ma, zupełnie nic..
- Oddałbym wszystko, choć za minutę twojej obecności. - to było pierwsze zdanie, które wypowiadał jak wchodził na salę szpitalną. Codziennie do niej przychodził, nie było dnia w którym by tego nie zrobił. Nie, to nie była litość, ani nawet sumienie, to była miłość, jaką ją darzył, a ta była niezwykle wielka i silna. Pewnie pomyślisz, jasne najpierw ją skrzywdził, doprowadził do takiego stanu, a teraz ją kocha? Może i masz rację, ale kiedy ktoś nami manipuluje, nie łatwo jest się od tego kogoś wyrwać, zwłaszcza jak jest to ładna blondynka. Wtedy po prostu krzywdzimy bliskich. Nikt nie jest idealny. A zwłaszcza on. Ona też nie była idealna, w końcu tez krzywdziła Zayn'a. Nie chciała mu tego robić, ale miała kruchą psychikę i nawet najmniejszy szczegół mógł ją złamać. On się nie podda, wyciągnie ją z tego. Chociaż była w śpiączce, słyszała wszystko co do niej mówił, a najdziwniejsze było to, że zaczęła walczyć.Ona? Ta która nigdy nie postawiła na swoim, ta która nigdy nie miała własnego zdania, ta która była wcieleniem bezbronnego anioła? Ona zaczęła walczyć? Czy to przez niego? Słowem wdzierał się w każdą najmniejszą komórkę jej ciała, pobudzał dreszcze na śniadej, delikatnej skórze, na której co dzień zostawiał kształt swoich linii papilarnych Zapachem karmił stęsknione myśli i subtelnie drażnił jej nozdrza. Chciała to wszystko stracić? Nie sądzę, ale bywa również tak, że nie chce się odejść, ale nie można zostać. Był tak wyczerpany ciągłym czuwaniem przy niej, że nawet się nie spostrzegł, kiedy zapadł w sen, w tym czasie ona postanowiła wygrać tą wojnę. Wszystkimi siłami otworzyła oczy. Zobaczyła białe światło, które zaczęło ją razić, jednak nie poddawała się i nie zamknęła ich. Niby niewiele, ale dla niej wymagało to wiele wysiłku. Do sali wszedł Harry, pierwsze co rzuciło mu się w oczy to śpiący mulat, który trzymał głowę na ramieniu Destiny. Dopiero później zauważył, że dziewczyna ma otwarte oczy i rozgląda się po pokoju. Podbiegł do niej i chciał coś powiedzieć, jednak Des u nie pozwoliła.
- Cicho Harry - powiedziała osłabionym głosem, a ręką wskazała na mulata. - Niech sobie pośpi, należy mu się. - chłopak z loczkami pokiwał głowa i usiadł z drugiej strony łóżka.
- Zayn powiedział, że to przez niego...no wiesz - wyszeptał, tak aby nie zbudzić chłopaka.
- Nie Harry, to przeze mnie, on niczego nie zrobił, to ja jestem słaba.
- Niszczycie się nawzajem. - nie wiedziała co na to odpowiedzieć.
- Jestem słaba Harry, chce iść spać. - chłopak ze zrozumieniem pokiwał głową i wyszedł. Po chwili ciszę zakłócał jedynie jej równomierny oddech. Przewróciła się na bok i zasnęła. W tym czasie Zayn obudził się przez dzwoniącą komórkę.
- Halo?
- Cześć stary, mamy wywiad, Paul mówi, że musisz być. - powiedział Liam.
- Daj mi spokój. - zdenerwowany mulat wyłączył komórkę. Czemu wszyscy od niego czegoś chcą? Tutaj idź na wywiad, tam pójdziesz na sesję, potem na spotkanie z fanami. Czy nikt nie widzi, że on nie chce, że nie może? Do cholery jego najlepsza przyjaciółka prawie by nie umarła, a oni mu każą iść na jakiś durny wywiad?
Przez chwilę przyglądał się śpiącej dziewczynie, nawet przez głowę mu nie przeszło, że się obudziła. Wtedy zobaczył coś, czego się nie spodziewał. Na jej skórze widniał tatuaż. Ona miała tatuaż? Kto by pomyślał. Lekko odsunął materiał na jej plecach i palcem powiódł po jej skórze. Na plecach miała wytatuowane trzy ptaki, a pod nimi napis : Dear God, make a bird. So I could fly. Far, far away from here. / Dobry Boże, stwórz mnie ptakiem. Bym mogła latać . Daleko, daleko stąd.
- Ciekawe. - mruknął pod nosem. Patrzał na nią z fascynacją w oczach. Ile jeszcze zagadek kryła? Chciał się dowiedzieć. Postanowił, że pójdzie po kawę, bo jeżeli się czegoś nie napije to znowu zaśnie. Kiedy wyszedł niechcący trzasnął drzwiami, wtedy szatynka się obudziła. Przez okno zobaczyła, że napadało dużo śniegu. Uwielbiała ten biały, zimny puszek. Tak bardzo chciałaby wyjść na dwór. Jednak była jeszcze za słaba. Po chwili przyszedł Zayn, kiedy zobaczył, że szatynka ma otwarte oczy upuścił kubek z gorącą cieczą i wykrzyknął jej imię. Podbiegł do niej i ją przytulił. Tak lekko, jakby od tego zależało jej życie, ale za razem tak mocno, żeby poczuła, że on jest, że nie odejdzie.
_____________________________________________________________________________
SUPRAJSS! Destiny żyje. ;dd Nie chcę jeszcze kończyć bloga, bo zostało wiele niewyjaśnionych
zagadek m.in. kto ją prześladuje i takie tam. :) Więc jeszcze będę was dręczyć rozdziałami ;P
Tak bardzo jak podobał mi się tamten rozdział, tak nie podoba mi się ten. xD
Ale nie będę się użalać nad tym, bo każdemu zdarzają się gorsze rozdziały.
Dziękuję za komentarze pod ostatnią notką. ;**
Kocham Was. ;xx
wtorek, 11 grudnia 2012
20. " Nie odbieraj mi jej. "
- Perrie, Harry to wszystko słyszał, pewnie powiedział o tym Liam'owi. - powiedział wystraszony blondyn.
- Co?! Kurwa mać, trzeba coś wymyślić.
- A jeżeli on to powiedział też Zayn'owi? To po nas.
- Czekaj pójdę do Zayn'a zwale wszystko na Destiny. - blondynka była w szoku. Jak mogła być tak nieuważna?
- Zayn. - zaczęła nieśmiało wchodząc do jego pokoju. Bała się, że już zdążył się dowiedzieć, jednak on głupi dalej we wszystko wierzył.
- Tak kochanie? - uśmiechnął się i przytulił blondynkę.
- Wiesz, bo jest taka delikatna sprawa, Destiny chciała rozwalić nasz związek.
- Nie bądź śmieszna Perrie. - zaśmiał się mulat. - Des? Serio? Nie mogłaś wymyślić czegoś innego?
- Naprawdę, Niall ci to może potwierdzić. Niall! - krzyknęła. - Chodź powiedz Zayn'owi, że ta dziewucha chciała go uwieść.
Blondyn szybko znalazł się w pokoju i nieśmiało potwierdził słowa Perrie, po czym w szybkim tempie opuścił dom.
- Widzisz?
- Wyjdź, chce być sam. - dla Zayn'a to był szok. Jego Des chciała rozwalić mu związek? Niemożliwie, ale jednak Niall, on to potwierdził. Komu wierzyć? Znał ją niemal od zawsze. Kiedyś była inna niż teraz. Pogodna, wesoła, pełna życia. Chciał, żeby była taka jak dawniej. Jej uśmiech niegdyś promienny, teraz tylko dla świętego spokoju można zobaczyć na jej twarzy. Wymuszony, teatralny. Mimo to, dobrze odgrywa swoją rolę. Nikt oprócz niego nie spostrzegł tej zmiany. Z resztą, tylko on i Perrie wiedzieli jaka była. Uwierzył blondynce. Uwierzył jej, że jego przyjaciółka chciała rozwalić mu związek. Jak on mógł to zrobić? Jak mógł być tak bezczelny? Wiele razy ją zranił, ale ta rana była najgłębsza, jaką do tej pory zadał szatynce. Głupi, głupi, głupi...
Whitney! - krzyknęła Des, widząc jak jej psa, wyrzucają z czarnego auta. Był cały zakrwawiony i utykał na prawą łapę. Podbiegła do niego i wzięła na ręce. Po jej policzkach popłynęły łzy, z jednej strony płakała ze szczęścia, że żyje, z drugiej martwiła się czy z tego wyjdzie. Rana nie wyglądała zbyt dobrze
- Już dobrze mój piesku, wszystko się ułoży, będziesz zdrowy. Obiecuje. - przytuliła policzek do sierści psa. Po chwili był cały umazany krwią.
- Matko Destiny, co ci się stało? - podbiegł do niej zdyszany Louis.
- Oni go wyrzucili. Jak można być tak okrutnym?! Lepiej, żeby wzięli mnie, a nie jego. Czemu karzą niewinne zwierze za mnie? - rozpłakała się na dobre.
- Jacy oni? Boże, dziewczyno uspokój się, trzeba go zabrać do szpitala.
Razem z Lou poszli do szpitala, tam kazali jej wrócić po niego jutro. Obiecali, że zrobią wszystko, żeby go uratować. Razem z chłopakiem wracali do domu.
- Kto to był? - Louis cały czas nie odpuszczał, jednak szatynka była nieugięta.
- Idź do domu, zapomnij o całe sprawie. - skręciła na swoją posesję i zniknęła za drzwiami. Louis musiał przyznać, że ta dziewczyna kryje w sobie coraz więcej zagadek.
Mulat postanowił pójść do niej i ...i co ? Co jej powie? Nie niszcz mojego związku? Nienawidzę cię? Odejdź z mojego życia? Przecież dobrze wiedział, że takie słowa ją zabiją, że tego na pewno mu nie wybaczy. Chociaż, wybaczyłaby mu, wybaczyłaby mu wszystko, nie było rzeczy o której by rozpamiętywała i przypominała jaki zły uczynek zrobił. Na tym polega przyjaźń, prawda? On jeszcze nie pojął tajników tego uczucia. Znał tylko ćwierć tego, ona znała całą prawdę, dowiedziała się jej poprzez cierpienie, uzmysłowiła sobie, że nie ważne jak okropne świństwo ci ktoś zrobił, jeżeli przeprosi szczerze, wybacz. Jednak poszedł do niej, otworzyła mu uśmiechnięta, nie było to udawany uśmiech, był szczery, prawdziwy, jednak on nie zwracał na to uwagi, przecież najważniejsza była Perrie i te wszystkie kłamstwa, którymi go poiła. Miłość jest jednak ślepa. Nie wierzył jej. To bolało bardziej od wszystkiego.
- Naprawdę chciałaś to zrobić? Nie spodziewałem się tego po tobie. - zwykłe słowa, a tak ranią. Próbowała mu wszystko wytłumaczyć, ale on nie słuchał, z resztą on nigdy nie słuchał, bo uważał, że zawsze ma rację.
- To nie ja, to na prawdę nie ja. To Niall do mnie przyszedł, uwierz mi. Chociaż ten jeden pieprzony raz mi uwierz!
- Nie wierzę, tak samo nie wierzę, że nie zabiłaś mojej siostry! Morderca! - krzyknął. Złość powoli przestawała z niego uchodzić, po chwili zrozumiał sens swoich słów.
- Nienawidzę cię. - wyszeptała, dławiąc się słonymi łzami. Te dwa słowa zadziałały jak kula armatnia. Złość walnęła w niego ze zdwojoną siłą, nie panował nad swoimi słowami i czynami.
- Ty podła suko! Myślałaś, że ci uwierzę, że jej nie zabiłaś?! Chciałaś wszystko zwalić na Perrie! Ty jesteś potworem, rozumiesz?! Pomyśleć, że uwierzyłem w twoje kłamstwa. - przybliżył się do niej i mocno chwycił za nadgarstki. Szatynka syknęła z bólu. - Nigdy więcej się do mnie nie zbliżaj, do moich przyjaciół tym bardziej. Zniszczę cię, zapamiętaj. Życzę ci, żeby ci kolesie cię zabili. - puścił ją i wyszedł z domu, trzaskając drzwiami. Co ona mu zrobiła?
- Boże powiedz proszę, czy ja ci coś kiedyś zrobiłam? Zawsze chodziłam do kościoła, modliłam się codziennie, spowiadałam się szczerze, nigdy nikogo nie obraziła, więc dlaczego mnie karzesz? Wiem, że nie byłam idealna, jednak za wszystko szczerze przepraszałam, czemu obierasz mi jedynego człowieka na ziemi, który jest dla mnie tak cholernie ważny, że nawet ty, który jesteś wszechwiedzący nie możesz tego pojąć? Czemu jesteś tak okrutny? - nie panowała nad niczym, z resztą nawet się nie starała. Czuła się jak...No właśnie jak? Nijak. Była nikim. Nikt, nigdy jej tak dogłębnie nie zranił, jak ten jeden człowiek.
(włącz)
- Ja cię nigdy nie skrzywdzę. - powiedział mały chłopczyk, wesoło uśmiechając się do dziewczynki, nawet nie wiedział jak bardzo mija się z prawdą.
- To tylko kwestia czasu. - odparła mu na to.
- Błagam niech ktoś powie, że to tylko sen, że tego nie było, że obudzę się, a moi rodzice będą żyli, że Doniya będzie żyła, że Zayn będzie moim przyjacielem na zawsze. Jakie to wszystko bezsensu. - Spójrz w jej oczy, zobacz jak ją zniszczył tymi paroma zdaniami. Jednak on był tylko marionetką w rękach czystego zła, był sługą pani nienawiści, był prawą ręką zazdrości. Nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Siedząc i płacząc na dywanie przypominała sobie jego oczy, kiedy mówił, ze jest suką, były takie zimne, bezuczuciowe, jakby ktoś je wyjął z lodówki, jakby to nie był on. Jakby mówiły do niej " Nienawidzę cię"
Nienawidzę cię...
Nienawidzę cię...
Nienawidzę cię...
Te dwa słowa odbijały się w jej głowie i zadawały ból, jakiego nigdy nie doświadczyła, czuła się jak chora psychicznie, czuła, że odstawała od tego świata, chciała zniknąć. Teraz już nawet nie miała dla kogo istnieć. Jedna Destiny w te czy wewte nie robi większej różnicy.
- Czemu ja się urodziłam? Po to, żeby być popychadłem? Żeby wszyscy mogli się na mnie wyżywać? Przecież ja nikomu nic nie zrobiłam. - przypomniała sobie dzień w którym odszedł. Wiesz co było dla niej najgorsze? Że następnego dnia musiała wstać i udawać, że wszystko jest w porządku, bo przecież życie toczy się dalej. Jak gdyby nigdy nic. I pomimo jej łez, świat się nie zatrzymał. Nawet na najkrótszą chwilę. Znowu Bóg niczego nie zauważył. Skuliła się na kanapie, by zrobić miejsce smutkowi. Jednak nie przejmuj się nią. Ona jest już przyzwyczajona, że nią się nikt nie przejmuje. A to tak cholernie bolało, bo kiedy odszedł, ona zostawiła u niego kawałek swojej duszy, a ten ból, który został to jest brak tego kawałka. Te słowa, chociaż ją zraniły, chociaż były okrutne, wybaczyła mu je. Przebaczyła mu je bez żadnych przeprosin, bez żadnego zająknienia, po prostu zbyt mocno go kochała, by mu tego nie odpuścić. Nie próbuj zrozumieć, czemu, bo i tak tego nie pojmiesz, nawet ona sama tego nie rozumiała, po prostu wybaczyłaby mu wszystko. Taka po prostu była. Jednak jedyne czego nie umiała to darować sobie. Nie umiała przebaczyć tego, że tak łatwo odpuszczała, po prostu była słaba. Zbyt słaba. Może dlatego z tej chwili myślała o śmierci? W końcu nic jej tu nie trzyma.
Cause I’m only a crack / Bo jestem tylko pęknięciem
in this castle of glass / w tym Zamku ze Szkła
- Cóż, teraz to chyba nikt mnie nie powstrzyma, w końcu wszyscy którzy mnie znają, albo mają mnie gdzieś, albo nienawidzą. - odejdzie po cichu. A on? On nawet nie będzie wiedział, że wtedy kiedy będzie balował z kolegami jej już nie będzie. Ale obiecała sobie, że będzie patrzała na niego z góry i nie pozwoli mu cierpieć. Życzenie przednoworoczne. Na jej grobie będzie napisane: Pewnego zimowego dnia odeszła, bo życie było za trudne.
Podeszła do szafki, tam trzymała swoje skarby, których z resztą dawno nie zażywała, jednak teraz weźmie ten najsilniejszy, w końcu chce ze sobą skończyć. Zanim on zrozumie, ona będzie już daleko, daleko stąd, tam gdzie będzie kochana. Straci ją. Wzięła jedną, dwie, trzy, pięć, potem już nie liczyła, bo po co? Przecież już nie musi wiedzieć co to umiar. Po raz pierwszy i ostatni. Odchodzi, powoli, spokojnie, bezboleśnie. Tak jak zawsze chciała, jednak ona chciała w lazurowej sukience, takiej jak jej oczy, niestety, musi odejść w starych dresach, ale może jednak ktoś ją ubierze w śliczną sukienkę? Może będzie mogła patrzeć na swoje ciało, które otulać będzie piękny, koronkowy materiał. Ciemność.
- Czy dodzwoniłem się do pana Louis'a Tomlinson'a?
- Tak, a o co chodzi?
- Był pan dzisiaj u weterynarza i zostawił nam pan swój numer, jakby coś się działo z pieskiem, prawda?
- Tak, a o co chodzi, czy pies jest chory?
- Nie, wręcz odwrotnie, tryska energią i bardzo bym prosił, jakby mogli państwo go dzisiaj odebrać.
- Już jadę, dziękuję.
Louis postanowił zrobić niespodziankę Destiny i odebrał Whitney'a. Kiedy dojechał z Whit'em do domu Des, nikt nie chciał otworzyć drzwi, więc wszedł do środka.
- Des? Jesteś w domu? - krzyknął, odpowiedziała mu głucha cisza. Jednak Whitney zaczął wąchać i tak doprowadził chłopaka do nieprzytomnej dziewczyny. Dalej wszystko potoczyło się samo. Zadzwonił po karetkę, oraz po Zayn'a. Mulat nie chciał uwierzyć, jednak pojechał do szpitala, bowiem Louis był za bardzo roztrzęsiony, żeby mu wszystko wytłumaczyć.
- Co z nią? Rękę złamała? - zaśmiał się ironicznie chłopak o brązowych oczach.
- Zayn ty nic nie rozumiesz. Ona umiera.
Jak to kurwa umiera? On sobie żarty stroi, pomyślał mulat. Właśnie lekarz wychodził z jej pokoju.
- Panie doktorze, wie pan co się dzieje z Destiny Bein?
- Tak. - mężczyzna zdjął okulary i nie patrząc chłopakowi w oczy powiedział - Nie udaję, że jej stan jest bardzo ciężki, prawdę mówiąc nie wiem, czy możemy coś jeszcze zrobić. - i już go nie było.
- Nie wierzę i to wszystko przeze mnie.- był bliski zobaczenia śmierci, kogoś kto był mu bardziej potrzebny niż tlen. Powoli wkraczała w ciemność z której nie ma wyjścia. Chłopak nie panował nad emocjami.
- To moja wina. To moja wielka, pierdolona wina! To przeze mnie. Matko co ja zrobiłem?! Co ja najlepszego zrobiłem. - rozpłakał się. Jego serce było trudne do zrozumienia.Niekiedy opowiadało historie pełne tęsknoty, kiedy indziej ślepło wraz ze wschodem słońca i nienawidziło wszystkiego, innym razem wyciskało skrywane łzy z oczu chłopca. Tak jak tym razem. Te poczucie winy, świadomość tego, że przez samego siebie traci właśnie jedną z najważniejszych osób w życiu, to ból, którego nie da się opisać. Śmierć, zbliża się, nadchodzi, tak spokojnie, tak powoli.
Ona nie puka do drzwi
Tylko przychodzi bez pytania
Zabiera marzenia i sny
Żegnać też ci się zabrania
Zimnym oddechem cię mrozi
Kościstą dłonią cię woła
Wciąż nieproszona przychodzi
Nikt jej oszukać nie zdoła
Odbiera ci oddech powietrza
By zamknąć cię w czarnej odchłani
I wcale nie staje się lepsza
Gdy mówisz; przyjdź śmierci o pani
Nie spieszmy się do niej zbyt prędko
Niech życia naszego nie szuka
Nie wchodźmy więc śmierci pod rękę
Bo ona nas sama odszuka
Ta chwila to będzie jak przejście
Od życia w krainę wieczności
Tam każde odejście jest wieczne
Bez bólu ,bez łez i miłości.
Spadł na kolana i na środku korytarza zaczął się modlić do jej Boga, o to by ją ocalił, o ty by nie pozwolił jej odejść.
- Błagam, nie odbieraj mi jej! - ukrył twarz w dłoniach, czuł się taki bezradny, taki zagubiony. Nienawidził siebie, brzydził się sobą. Podeszła do niego pani w podeszłym wieku.
- Dziewczyna? - zapytała.
- Nie, ktoś znacznie ważniejszy. - dławił się łzami.
- Nie martw się, wyzdrowieje. - poklepała go po ramieniu i podążyła w stronę swojego męża.
- Coś mu naopowiadała? - spytał podejrzliwie starszy pan.
- Ja mu tylko dałam nadzieję. - odpowiedziała staruszka i razem podążyli szpitalnym korytarzem.
- Nie odbieraj mi jej. - wyszeptał. Urządzenie monitorujące pracę serca zaczęło pikać. Czy to koniec?
__________________________________________________________________________
Zabijecie mnie, zakopiecie, odkopiecie, a potem przerobicie na konserwy, zgadłam? xD Ale wiecie co? Podoba mi się ten rozdział, pierwszy rozdział z którego tak na prawdę jestem dumna. Napisałam go długiego, jak na mnie, ale niektórzy też chcieli fakty, no więc macie tu parę:
1. Kiedyś umyłam mojemu psu zęby szczoteczką od kuzyna, po czym on dalej jej używał, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. xD
2. Nienawidzę swojego imienia.
3. Zostałam ogłoszona mianem jędzy w swojej miejscowości przez dziewczyny z młodszej klasy.
4. Persa mojej babci nazwałam Niall, bo był podobnego koloru co jego włosy, okazało się, że to była dziewczynka, ale i tak dalej mówię na niego Niall.
5. Jak byłam mała przywaliłam mojemu bratu metalową tacą, bo nie chciał mi przełączyć na bajki.
6. Chciałabym mieć krokodyla. ^^
7. Średnio 100 razy dziennie przeczesuje ręką swoją grzywkę.
8. Kiedy się denerwuję zaczynam się trząść, wtedy koleżanka mówi na mnie chihuahua.
9. Nie przepadam za Bożym Narodzeniem.
10. Potrafię zjeść cała pizze, kiedy moja koleżanka zje ledwo połowę. Spust jak blondyn. xD
Postarałam się dla was napisać długi rozdział, zawaliłam tym właśnie kartkówkę z chemii, ale się opłacało. Więc chyba mogę prosić o to, żeby każdy kto go przeczytał skomentował, no nie? Tak ładnie proosze <33.
Kocham Was ;xx
- Co?! Kurwa mać, trzeba coś wymyślić.
- A jeżeli on to powiedział też Zayn'owi? To po nas.
- Czekaj pójdę do Zayn'a zwale wszystko na Destiny. - blondynka była w szoku. Jak mogła być tak nieuważna?
- Zayn. - zaczęła nieśmiało wchodząc do jego pokoju. Bała się, że już zdążył się dowiedzieć, jednak on głupi dalej we wszystko wierzył.
- Tak kochanie? - uśmiechnął się i przytulił blondynkę.
- Wiesz, bo jest taka delikatna sprawa, Destiny chciała rozwalić nasz związek.
- Nie bądź śmieszna Perrie. - zaśmiał się mulat. - Des? Serio? Nie mogłaś wymyślić czegoś innego?
- Naprawdę, Niall ci to może potwierdzić. Niall! - krzyknęła. - Chodź powiedz Zayn'owi, że ta dziewucha chciała go uwieść.
Blondyn szybko znalazł się w pokoju i nieśmiało potwierdził słowa Perrie, po czym w szybkim tempie opuścił dom.
- Widzisz?
- Wyjdź, chce być sam. - dla Zayn'a to był szok. Jego Des chciała rozwalić mu związek? Niemożliwie, ale jednak Niall, on to potwierdził. Komu wierzyć? Znał ją niemal od zawsze. Kiedyś była inna niż teraz. Pogodna, wesoła, pełna życia. Chciał, żeby była taka jak dawniej. Jej uśmiech niegdyś promienny, teraz tylko dla świętego spokoju można zobaczyć na jej twarzy. Wymuszony, teatralny. Mimo to, dobrze odgrywa swoją rolę. Nikt oprócz niego nie spostrzegł tej zmiany. Z resztą, tylko on i Perrie wiedzieli jaka była. Uwierzył blondynce. Uwierzył jej, że jego przyjaciółka chciała rozwalić mu związek. Jak on mógł to zrobić? Jak mógł być tak bezczelny? Wiele razy ją zranił, ale ta rana była najgłębsza, jaką do tej pory zadał szatynce. Głupi, głupi, głupi...
Whitney! - krzyknęła Des, widząc jak jej psa, wyrzucają z czarnego auta. Był cały zakrwawiony i utykał na prawą łapę. Podbiegła do niego i wzięła na ręce. Po jej policzkach popłynęły łzy, z jednej strony płakała ze szczęścia, że żyje, z drugiej martwiła się czy z tego wyjdzie. Rana nie wyglądała zbyt dobrze
- Już dobrze mój piesku, wszystko się ułoży, będziesz zdrowy. Obiecuje. - przytuliła policzek do sierści psa. Po chwili był cały umazany krwią.
- Matko Destiny, co ci się stało? - podbiegł do niej zdyszany Louis.
- Oni go wyrzucili. Jak można być tak okrutnym?! Lepiej, żeby wzięli mnie, a nie jego. Czemu karzą niewinne zwierze za mnie? - rozpłakała się na dobre.
- Jacy oni? Boże, dziewczyno uspokój się, trzeba go zabrać do szpitala.
Razem z Lou poszli do szpitala, tam kazali jej wrócić po niego jutro. Obiecali, że zrobią wszystko, żeby go uratować. Razem z chłopakiem wracali do domu.
- Kto to był? - Louis cały czas nie odpuszczał, jednak szatynka była nieugięta.
- Idź do domu, zapomnij o całe sprawie. - skręciła na swoją posesję i zniknęła za drzwiami. Louis musiał przyznać, że ta dziewczyna kryje w sobie coraz więcej zagadek.
Mulat postanowił pójść do niej i ...i co ? Co jej powie? Nie niszcz mojego związku? Nienawidzę cię? Odejdź z mojego życia? Przecież dobrze wiedział, że takie słowa ją zabiją, że tego na pewno mu nie wybaczy. Chociaż, wybaczyłaby mu, wybaczyłaby mu wszystko, nie było rzeczy o której by rozpamiętywała i przypominała jaki zły uczynek zrobił. Na tym polega przyjaźń, prawda? On jeszcze nie pojął tajników tego uczucia. Znał tylko ćwierć tego, ona znała całą prawdę, dowiedziała się jej poprzez cierpienie, uzmysłowiła sobie, że nie ważne jak okropne świństwo ci ktoś zrobił, jeżeli przeprosi szczerze, wybacz. Jednak poszedł do niej, otworzyła mu uśmiechnięta, nie było to udawany uśmiech, był szczery, prawdziwy, jednak on nie zwracał na to uwagi, przecież najważniejsza była Perrie i te wszystkie kłamstwa, którymi go poiła. Miłość jest jednak ślepa. Nie wierzył jej. To bolało bardziej od wszystkiego.
- Naprawdę chciałaś to zrobić? Nie spodziewałem się tego po tobie. - zwykłe słowa, a tak ranią. Próbowała mu wszystko wytłumaczyć, ale on nie słuchał, z resztą on nigdy nie słuchał, bo uważał, że zawsze ma rację.
- To nie ja, to na prawdę nie ja. To Niall do mnie przyszedł, uwierz mi. Chociaż ten jeden pieprzony raz mi uwierz!
- Nie wierzę, tak samo nie wierzę, że nie zabiłaś mojej siostry! Morderca! - krzyknął. Złość powoli przestawała z niego uchodzić, po chwili zrozumiał sens swoich słów.
- Nienawidzę cię. - wyszeptała, dławiąc się słonymi łzami. Te dwa słowa zadziałały jak kula armatnia. Złość walnęła w niego ze zdwojoną siłą, nie panował nad swoimi słowami i czynami.
- Ty podła suko! Myślałaś, że ci uwierzę, że jej nie zabiłaś?! Chciałaś wszystko zwalić na Perrie! Ty jesteś potworem, rozumiesz?! Pomyśleć, że uwierzyłem w twoje kłamstwa. - przybliżył się do niej i mocno chwycił za nadgarstki. Szatynka syknęła z bólu. - Nigdy więcej się do mnie nie zbliżaj, do moich przyjaciół tym bardziej. Zniszczę cię, zapamiętaj. Życzę ci, żeby ci kolesie cię zabili. - puścił ją i wyszedł z domu, trzaskając drzwiami. Co ona mu zrobiła?
- Boże powiedz proszę, czy ja ci coś kiedyś zrobiłam? Zawsze chodziłam do kościoła, modliłam się codziennie, spowiadałam się szczerze, nigdy nikogo nie obraziła, więc dlaczego mnie karzesz? Wiem, że nie byłam idealna, jednak za wszystko szczerze przepraszałam, czemu obierasz mi jedynego człowieka na ziemi, który jest dla mnie tak cholernie ważny, że nawet ty, który jesteś wszechwiedzący nie możesz tego pojąć? Czemu jesteś tak okrutny? - nie panowała nad niczym, z resztą nawet się nie starała. Czuła się jak...No właśnie jak? Nijak. Była nikim. Nikt, nigdy jej tak dogłębnie nie zranił, jak ten jeden człowiek.
(włącz)
- Ja cię nigdy nie skrzywdzę. - powiedział mały chłopczyk, wesoło uśmiechając się do dziewczynki, nawet nie wiedział jak bardzo mija się z prawdą.
- To tylko kwestia czasu. - odparła mu na to.
- Błagam niech ktoś powie, że to tylko sen, że tego nie było, że obudzę się, a moi rodzice będą żyli, że Doniya będzie żyła, że Zayn będzie moim przyjacielem na zawsze. Jakie to wszystko bezsensu. - Spójrz w jej oczy, zobacz jak ją zniszczył tymi paroma zdaniami. Jednak on był tylko marionetką w rękach czystego zła, był sługą pani nienawiści, był prawą ręką zazdrości. Nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Siedząc i płacząc na dywanie przypominała sobie jego oczy, kiedy mówił, ze jest suką, były takie zimne, bezuczuciowe, jakby ktoś je wyjął z lodówki, jakby to nie był on. Jakby mówiły do niej " Nienawidzę cię"
Nienawidzę cię...
Nienawidzę cię...
Nienawidzę cię...
Te dwa słowa odbijały się w jej głowie i zadawały ból, jakiego nigdy nie doświadczyła, czuła się jak chora psychicznie, czuła, że odstawała od tego świata, chciała zniknąć. Teraz już nawet nie miała dla kogo istnieć. Jedna Destiny w te czy wewte nie robi większej różnicy.
- Czemu ja się urodziłam? Po to, żeby być popychadłem? Żeby wszyscy mogli się na mnie wyżywać? Przecież ja nikomu nic nie zrobiłam. - przypomniała sobie dzień w którym odszedł. Wiesz co było dla niej najgorsze? Że następnego dnia musiała wstać i udawać, że wszystko jest w porządku, bo przecież życie toczy się dalej. Jak gdyby nigdy nic. I pomimo jej łez, świat się nie zatrzymał. Nawet na najkrótszą chwilę. Znowu Bóg niczego nie zauważył. Skuliła się na kanapie, by zrobić miejsce smutkowi. Jednak nie przejmuj się nią. Ona jest już przyzwyczajona, że nią się nikt nie przejmuje. A to tak cholernie bolało, bo kiedy odszedł, ona zostawiła u niego kawałek swojej duszy, a ten ból, który został to jest brak tego kawałka. Te słowa, chociaż ją zraniły, chociaż były okrutne, wybaczyła mu je. Przebaczyła mu je bez żadnych przeprosin, bez żadnego zająknienia, po prostu zbyt mocno go kochała, by mu tego nie odpuścić. Nie próbuj zrozumieć, czemu, bo i tak tego nie pojmiesz, nawet ona sama tego nie rozumiała, po prostu wybaczyłaby mu wszystko. Taka po prostu była. Jednak jedyne czego nie umiała to darować sobie. Nie umiała przebaczyć tego, że tak łatwo odpuszczała, po prostu była słaba. Zbyt słaba. Może dlatego z tej chwili myślała o śmierci? W końcu nic jej tu nie trzyma.
Cause I’m only a crack / Bo jestem tylko pęknięciem
in this castle of glass / w tym Zamku ze Szkła
- Cóż, teraz to chyba nikt mnie nie powstrzyma, w końcu wszyscy którzy mnie znają, albo mają mnie gdzieś, albo nienawidzą. - odejdzie po cichu. A on? On nawet nie będzie wiedział, że wtedy kiedy będzie balował z kolegami jej już nie będzie. Ale obiecała sobie, że będzie patrzała na niego z góry i nie pozwoli mu cierpieć. Życzenie przednoworoczne. Na jej grobie będzie napisane: Pewnego zimowego dnia odeszła, bo życie było za trudne.
Podeszła do szafki, tam trzymała swoje skarby, których z resztą dawno nie zażywała, jednak teraz weźmie ten najsilniejszy, w końcu chce ze sobą skończyć. Zanim on zrozumie, ona będzie już daleko, daleko stąd, tam gdzie będzie kochana. Straci ją. Wzięła jedną, dwie, trzy, pięć, potem już nie liczyła, bo po co? Przecież już nie musi wiedzieć co to umiar. Po raz pierwszy i ostatni. Odchodzi, powoli, spokojnie, bezboleśnie. Tak jak zawsze chciała, jednak ona chciała w lazurowej sukience, takiej jak jej oczy, niestety, musi odejść w starych dresach, ale może jednak ktoś ją ubierze w śliczną sukienkę? Może będzie mogła patrzeć na swoje ciało, które otulać będzie piękny, koronkowy materiał. Ciemność.
- Czy dodzwoniłem się do pana Louis'a Tomlinson'a?
- Tak, a o co chodzi?
- Był pan dzisiaj u weterynarza i zostawił nam pan swój numer, jakby coś się działo z pieskiem, prawda?
- Tak, a o co chodzi, czy pies jest chory?
- Nie, wręcz odwrotnie, tryska energią i bardzo bym prosił, jakby mogli państwo go dzisiaj odebrać.
- Już jadę, dziękuję.
Louis postanowił zrobić niespodziankę Destiny i odebrał Whitney'a. Kiedy dojechał z Whit'em do domu Des, nikt nie chciał otworzyć drzwi, więc wszedł do środka.
- Des? Jesteś w domu? - krzyknął, odpowiedziała mu głucha cisza. Jednak Whitney zaczął wąchać i tak doprowadził chłopaka do nieprzytomnej dziewczyny. Dalej wszystko potoczyło się samo. Zadzwonił po karetkę, oraz po Zayn'a. Mulat nie chciał uwierzyć, jednak pojechał do szpitala, bowiem Louis był za bardzo roztrzęsiony, żeby mu wszystko wytłumaczyć.
- Co z nią? Rękę złamała? - zaśmiał się ironicznie chłopak o brązowych oczach.
- Zayn ty nic nie rozumiesz. Ona umiera.
Jak to kurwa umiera? On sobie żarty stroi, pomyślał mulat. Właśnie lekarz wychodził z jej pokoju.
- Panie doktorze, wie pan co się dzieje z Destiny Bein?
- Tak. - mężczyzna zdjął okulary i nie patrząc chłopakowi w oczy powiedział - Nie udaję, że jej stan jest bardzo ciężki, prawdę mówiąc nie wiem, czy możemy coś jeszcze zrobić. - i już go nie było.
- Nie wierzę i to wszystko przeze mnie.- był bliski zobaczenia śmierci, kogoś kto był mu bardziej potrzebny niż tlen. Powoli wkraczała w ciemność z której nie ma wyjścia. Chłopak nie panował nad emocjami.
- To moja wina. To moja wielka, pierdolona wina! To przeze mnie. Matko co ja zrobiłem?! Co ja najlepszego zrobiłem. - rozpłakał się. Jego serce było trudne do zrozumienia.Niekiedy opowiadało historie pełne tęsknoty, kiedy indziej ślepło wraz ze wschodem słońca i nienawidziło wszystkiego, innym razem wyciskało skrywane łzy z oczu chłopca. Tak jak tym razem. Te poczucie winy, świadomość tego, że przez samego siebie traci właśnie jedną z najważniejszych osób w życiu, to ból, którego nie da się opisać. Śmierć, zbliża się, nadchodzi, tak spokojnie, tak powoli.
Ona nie puka do drzwi
Tylko przychodzi bez pytania
Zabiera marzenia i sny
Żegnać też ci się zabrania
Zimnym oddechem cię mrozi
Kościstą dłonią cię woła
Wciąż nieproszona przychodzi
Nikt jej oszukać nie zdoła
Odbiera ci oddech powietrza
By zamknąć cię w czarnej odchłani
I wcale nie staje się lepsza
Gdy mówisz; przyjdź śmierci o pani
Nie spieszmy się do niej zbyt prędko
Niech życia naszego nie szuka
Nie wchodźmy więc śmierci pod rękę
Bo ona nas sama odszuka
Ta chwila to będzie jak przejście
Od życia w krainę wieczności
Tam każde odejście jest wieczne
Bez bólu ,bez łez i miłości.
Spadł na kolana i na środku korytarza zaczął się modlić do jej Boga, o to by ją ocalił, o ty by nie pozwolił jej odejść.
- Błagam, nie odbieraj mi jej! - ukrył twarz w dłoniach, czuł się taki bezradny, taki zagubiony. Nienawidził siebie, brzydził się sobą. Podeszła do niego pani w podeszłym wieku.
- Dziewczyna? - zapytała.
- Nie, ktoś znacznie ważniejszy. - dławił się łzami.
- Nie martw się, wyzdrowieje. - poklepała go po ramieniu i podążyła w stronę swojego męża.
- Coś mu naopowiadała? - spytał podejrzliwie starszy pan.
- Ja mu tylko dałam nadzieję. - odpowiedziała staruszka i razem podążyli szpitalnym korytarzem.
- Nie odbieraj mi jej. - wyszeptał. Urządzenie monitorujące pracę serca zaczęło pikać. Czy to koniec?
__________________________________________________________________________
Zabijecie mnie, zakopiecie, odkopiecie, a potem przerobicie na konserwy, zgadłam? xD Ale wiecie co? Podoba mi się ten rozdział, pierwszy rozdział z którego tak na prawdę jestem dumna. Napisałam go długiego, jak na mnie, ale niektórzy też chcieli fakty, no więc macie tu parę:
1. Kiedyś umyłam mojemu psu zęby szczoteczką od kuzyna, po czym on dalej jej używał, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. xD
2. Nienawidzę swojego imienia.
3. Zostałam ogłoszona mianem jędzy w swojej miejscowości przez dziewczyny z młodszej klasy.
4. Persa mojej babci nazwałam Niall, bo był podobnego koloru co jego włosy, okazało się, że to była dziewczynka, ale i tak dalej mówię na niego Niall.
5. Jak byłam mała przywaliłam mojemu bratu metalową tacą, bo nie chciał mi przełączyć na bajki.
6. Chciałabym mieć krokodyla. ^^
7. Średnio 100 razy dziennie przeczesuje ręką swoją grzywkę.
8. Kiedy się denerwuję zaczynam się trząść, wtedy koleżanka mówi na mnie chihuahua.
9. Nie przepadam za Bożym Narodzeniem.
10. Potrafię zjeść cała pizze, kiedy moja koleżanka zje ledwo połowę. Spust jak blondyn. xD
Postarałam się dla was napisać długi rozdział, zawaliłam tym właśnie kartkówkę z chemii, ale się opłacało. Więc chyba mogę prosić o to, żeby każdy kto go przeczytał skomentował, no nie? Tak ładnie proosze <33.
Kocham Was ;xx
niedziela, 9 grudnia 2012
19. " Przypadki nie istnieją."
Spała przy otwartym oknie, okryta jedynie cienkim kocem. Nagle zbudziła się ze snu czując nieokreślony niepokój. Dom wypełniało światło padające z latarni na ulicy. Czuła czyjąś obecność, rozejrzała się dookoła, ale była w pokoju całkiem sama. Poczuła dreszcz przerażenia, serce zaczęło łomotać jej tak, jak gdyby chciało wyskoczyć z piersi. Siedziała na łóżku niczym sparaliżowana, gdy na parapecie okna zobaczyła siedzącego chłopaka. Krzyknęła z przerażenia, chłopak jakby wybudził się z transu, bo zeskoczył z parapetu i przybliżył się do szatynki. To był Niall.
- Zawrzyjmy układ, co? - zapytał.
- Jaki układ? Co ty tu robisz?
- Nie bój się, pójdziemy na ugodę, dobrze?
- O co ci chodzi?
- Ty oczarujesz Zayn'a tak, żeby zerwał z Perrie, a jak ci się już znudzi to go rzucisz czy co tam chcesz, byle tylko zarwał z Perrie, dobrze? - zaczął od razu, każde słowo wypowiadał powoli, jakby miał ją za jakąś nierozumną istotę.
- Niall, Zayn to mój przyjaciel, a po za tym, to co ty robisz w mojej sypialni w środku nocy? Ja wiem, że kochasz Perrie, ale żeby przychodzić do mnie o tej porze? - spojrzała na zegar, który wskazywał 4 nad ranem.
- Zrób to co każe, a nie stanie ci się krzywda. - to miała być groźba? A co jeżeli...jeżeli to on porwał Whitney'a? Co jeżeli to on jest nadawcą tych wszystkich gróźb?
- Niall, przecież jesteś moim przyjacielem. - zrobiła krok w tył, jakby bojąc się, że blondyn jej coś zrobi.
- Nie znasz mnie jeszcze do końca.
- Jeżeli ja cie nie znam, Zayn cie nie zna, to kto cie zna?
- Zrobię wszystko, żeby być z Perrie, rozumiesz?
- Nie rozumiem. Poza tym dalej mi nie odpowiedziałeś co ty tu robisz?
- Załatwiam sprawę.
- Boże Niall, wyjdź z mojego domu, ty jesteś jakiś chory psychicznie. - wyszeptała, analizując słowa które wypowiedział ten niby uroczy chłopak.
- Nie do końca.Chcę po prostu być z Perrie, a na przeszkodzie stoi Zayn, a jeżeli ty z nim będziesz to ja mogę być z Perrie, proste?
- Nie, bo Zayn to mój przyjaciel. Wyjdź z mojego domu. - zdenerwowała się.
- Dla Perrie zrobię wszystko, rozumiesz? My się kochamy. - powiedział blondyn i już go nie było. Natomiast Des stała na środku pokoju, nie wiedząc do końca czy śni, czy to się stało na prawdę. Jak on może być takim egoistycznym dupkiem i to ten kochany, miły blondynek? Już chyba nie do końca.
- Powiedziałeś jej tak jak kazałam? - spytała blondynka.
- Wszystko tak jak chciałaś. - zamruczał jej do ucha i objął w pasie.
- Już niedługo będziemy razem. - obiecała, jednak wiedziała, że nie dotrzyma tej obietnicy, w końcu w tym wszystkim chodziło tylko o to, żeby pozbyć się Destiny, wcale nie zamierzała rzucać Zayn'a dla Niall'a. No cóż blondyn będzie musiał to jakoś przeżyć. Jeżeli dobrze spełnił zadanie, Perrie pozbędzie się Des.
- Nienawidzę jej. - wycedziła przez usta. - Szczerze jej nienawidzę. - chłopak wpił się w jej usta. Miłość? Nie. Zauroczenie. Chęć posiadania osoby, żeby nikt się już z niego nie śmiał, że nie umie sobie znaleźć dziewczyny. Gdyby był z Perrie nikt nie odważyłby się mu podskoczyć, bowiem odebrał dziewczynę wielkiemu Malik'owi. A ona? Zdradzała mulata z jego najlepszym przyjacielem, nie mając żadnych wyrzutów sumienia. Żyjemy w czasach, w których ludzie nie mają sumienia, w których przyjaźń nie ma znaczenia, gdzie miłość można zmieszać z błotem i oddać się za kasę. Przykre.
- Co ona ci zrobiła?
- Chciała odebrać mi sławę.
- Myślałem, że Zayn'a.
- Też, ale to jedno i to samo. - Perrie lekko pocałowała blondyna, a potem poszła do pokoju Zayn'a.
Podła suka, pomyślał Harry. Jak ona mogła tak wykorzystywać jego przyjaciół? Jeszcze dojdzie do tego, że zespół się rozpadnie. Boże, co ja mam teraz zrobić? Jakie to wszystko popieprzone. Powiedzieć Malik'owi, czy może najpierw pójść do Liam'a? A Niall? Jak on mógł zrobić to mulatowi!? To się nazywa przyjaźń!?
Po chwili namysłu poszedł do Liam'a.
- Liam! Perrie to dziwka. - wypalił, nawet nie patrząc czy ktoś jest w pokoju jego przyjaciela. okazało się, że był tam Lou i rozmawiał z brązowookim, żywo gestykulując rękami.
- Co? - zaciekawił się chłopak ubrany w paski.
- Bo, bo...- chłopak nie wiedział czy powinien to mówić również Louis'owi, jednak to też jego przyjaciel i przyjaciel mulata. - Perrie zdradza Zayn'a. - chłopak opowiedział wszystko swoim przyjaciołom, ale ci nie mogli uwierzyć. Z resztą loczek zawsze był skory do przesadzania, jednak to wszystko tworzyło logiczną całość.
- A Destiny? Przecież widać, że ona kocha Zayn'a. - powiedział Liam.
- Jaka Destiny? - loczek widocznie nie był w temacie.
- Przyjaciółka Zayn'a.
- Zayn ma tu przyjaciół? Nie wiedziałem, a jak wygląda i dlaczego jej nie znam?
- Mieszka zaraz za rogiem, szatynka, ciemna karnacja, piękne, niebieskie oczy.
- Zaraz, zaraz ja ją przecież widziałem. - Harry opowiedział jak chciał pomóc jakiejś dziewczynie, jednak ona uciekła. Wszystko by się zgadzało.
- To mogła być ona.
Liam postanowił, że pójdzie do Destiny, myślał, że właśnie jej Horan złożył dzisiaj wizytę. Jak zwykle się nie mylił. Poszedł tam z Lou i Harry'm. Po chwili razem z chłopcami siedział obok niej na kanapie.
- Tak, przyszedł dzisiaj do mnie, o 4 nad ranem, chciał, żebym przespała się z Zayn'em, przynajmniej ja to tak zrozumiałam.
- Zgodziłaś się? - wypalił Lou.
- Masz mnie za puszczalską?! Nigdy w życiu, Zayn to mój przyjaciel. - popatrzała na Harry'ego, siedział tu już 5 minut, a ona dopiero teraz rozpoznała, że to ten chłopak z pod domu, który chciał jej pomóc. On też na nią spojrzał. Patrzył na nią nie jak na przedmiot, nie jak na piękną kobietę, lecz w sposób nieuchwytny, jakby przenikał na wskroś jej duszę, jej strach, jej kruchość, jej niezdolność do walki ze światem, nad którym pozornie dominowała,choć tak naprawdę niczego o nim nie wiedziała. Otrząsnęła się, jakby poczuła, że przenika ją mróz, jakby ktoś wrzucił ją do lodowatej wody.
- To wszystko wymyśliła Perrie. Ona omotała Nialla.
- Perrie zawsze była zła, jednak to wybór Zayn'a, on zawsze miał za dobre serce.
- Prawda. - zgodził się Louis.
- Ale może to był przypadek? Może Harry źle zobaczył?
- Przypadki nie istnieją. Wszystkie rzeczy, które się zdarzają, zdarzają się w jakimś celu.
_______________________________________________________________________
Dobra rozdział jest bardziej informacyjny, ale kiedyś takowy musiał nastąpić, bo nie wiedzielibyście za dużo z tej mojej paplaniny o przyjaźni i aniołach i innych tego typu tępych gadaniach. To jest dopiero namiastka tego co będzie się działo w 20 rozdziale. I już od razu mówię, że nie przewiduję, żeby 20 była wesoła, bo kiedy robi się szczęśliwie jakoś nie umiem się znaleźć w tej sytuacji i ciężko mi jest to wszystko opisać. Dobraa znowu robię notkę pod rozdziałem dłuższą niż sam rozdział. xD Mam ostatnie zawiadomienie. NA MOIM BLOGU ZNAJDUJE SIĘ ZAKŁADKA SPAM NA DOLE. I jeżeli ktokolwiek ma mi tu kurwa mać spamować to niech nawet tu nie wchodzi. Ja rozumiem, że jest ciężko o stałych czytelników, ale żeby być takim chamem, że istnieje ta zakładka i dalej spamować pod rozdziałami. To wkurza serio -,- Jeżeli ktoś wyraża swoją opinię o rozdziale i pod spodem da link swojego bloga to spoko, rozumiem, może być. Ale żeby pisać 3 linijki o tym, że " Zapraszam na mojego bloga, mam nadzieję, że zaobserwujesz, polecisz, skomentujesz....bla bla bla. " Po co mam to robić? Nawet jakby to miało być najlepsze opowiadanie na świecie i tak nie wejdę, gdyby było to napisane w zakładce to spoko. Przepraszam za to, że musiałyście to czytać, ale inaczej nie dotrę do niektórych osób.
- Zawrzyjmy układ, co? - zapytał.
- Jaki układ? Co ty tu robisz?
- Nie bój się, pójdziemy na ugodę, dobrze?
- O co ci chodzi?
- Ty oczarujesz Zayn'a tak, żeby zerwał z Perrie, a jak ci się już znudzi to go rzucisz czy co tam chcesz, byle tylko zarwał z Perrie, dobrze? - zaczął od razu, każde słowo wypowiadał powoli, jakby miał ją za jakąś nierozumną istotę.
- Niall, Zayn to mój przyjaciel, a po za tym, to co ty robisz w mojej sypialni w środku nocy? Ja wiem, że kochasz Perrie, ale żeby przychodzić do mnie o tej porze? - spojrzała na zegar, który wskazywał 4 nad ranem.
- Zrób to co każe, a nie stanie ci się krzywda. - to miała być groźba? A co jeżeli...jeżeli to on porwał Whitney'a? Co jeżeli to on jest nadawcą tych wszystkich gróźb?
- Niall, przecież jesteś moim przyjacielem. - zrobiła krok w tył, jakby bojąc się, że blondyn jej coś zrobi.
- Nie znasz mnie jeszcze do końca.
- Jeżeli ja cie nie znam, Zayn cie nie zna, to kto cie zna?
- Zrobię wszystko, żeby być z Perrie, rozumiesz?
- Nie rozumiem. Poza tym dalej mi nie odpowiedziałeś co ty tu robisz?
- Załatwiam sprawę.
- Boże Niall, wyjdź z mojego domu, ty jesteś jakiś chory psychicznie. - wyszeptała, analizując słowa które wypowiedział ten niby uroczy chłopak.
- Nie do końca.Chcę po prostu być z Perrie, a na przeszkodzie stoi Zayn, a jeżeli ty z nim będziesz to ja mogę być z Perrie, proste?
- Nie, bo Zayn to mój przyjaciel. Wyjdź z mojego domu. - zdenerwowała się.
- Dla Perrie zrobię wszystko, rozumiesz? My się kochamy. - powiedział blondyn i już go nie było. Natomiast Des stała na środku pokoju, nie wiedząc do końca czy śni, czy to się stało na prawdę. Jak on może być takim egoistycznym dupkiem i to ten kochany, miły blondynek? Już chyba nie do końca.
- Powiedziałeś jej tak jak kazałam? - spytała blondynka.
- Wszystko tak jak chciałaś. - zamruczał jej do ucha i objął w pasie.
- Już niedługo będziemy razem. - obiecała, jednak wiedziała, że nie dotrzyma tej obietnicy, w końcu w tym wszystkim chodziło tylko o to, żeby pozbyć się Destiny, wcale nie zamierzała rzucać Zayn'a dla Niall'a. No cóż blondyn będzie musiał to jakoś przeżyć. Jeżeli dobrze spełnił zadanie, Perrie pozbędzie się Des.
- Nienawidzę jej. - wycedziła przez usta. - Szczerze jej nienawidzę. - chłopak wpił się w jej usta. Miłość? Nie. Zauroczenie. Chęć posiadania osoby, żeby nikt się już z niego nie śmiał, że nie umie sobie znaleźć dziewczyny. Gdyby był z Perrie nikt nie odważyłby się mu podskoczyć, bowiem odebrał dziewczynę wielkiemu Malik'owi. A ona? Zdradzała mulata z jego najlepszym przyjacielem, nie mając żadnych wyrzutów sumienia. Żyjemy w czasach, w których ludzie nie mają sumienia, w których przyjaźń nie ma znaczenia, gdzie miłość można zmieszać z błotem i oddać się za kasę. Przykre.
- Co ona ci zrobiła?
- Chciała odebrać mi sławę.
- Myślałem, że Zayn'a.
- Też, ale to jedno i to samo. - Perrie lekko pocałowała blondyna, a potem poszła do pokoju Zayn'a.
Podła suka, pomyślał Harry. Jak ona mogła tak wykorzystywać jego przyjaciół? Jeszcze dojdzie do tego, że zespół się rozpadnie. Boże, co ja mam teraz zrobić? Jakie to wszystko popieprzone. Powiedzieć Malik'owi, czy może najpierw pójść do Liam'a? A Niall? Jak on mógł zrobić to mulatowi!? To się nazywa przyjaźń!?
Po chwili namysłu poszedł do Liam'a.
- Liam! Perrie to dziwka. - wypalił, nawet nie patrząc czy ktoś jest w pokoju jego przyjaciela. okazało się, że był tam Lou i rozmawiał z brązowookim, żywo gestykulując rękami.
- Co? - zaciekawił się chłopak ubrany w paski.
- Bo, bo...- chłopak nie wiedział czy powinien to mówić również Louis'owi, jednak to też jego przyjaciel i przyjaciel mulata. - Perrie zdradza Zayn'a. - chłopak opowiedział wszystko swoim przyjaciołom, ale ci nie mogli uwierzyć. Z resztą loczek zawsze był skory do przesadzania, jednak to wszystko tworzyło logiczną całość.
- A Destiny? Przecież widać, że ona kocha Zayn'a. - powiedział Liam.
- Jaka Destiny? - loczek widocznie nie był w temacie.
- Przyjaciółka Zayn'a.
- Zayn ma tu przyjaciół? Nie wiedziałem, a jak wygląda i dlaczego jej nie znam?
- Mieszka zaraz za rogiem, szatynka, ciemna karnacja, piękne, niebieskie oczy.
- Zaraz, zaraz ja ją przecież widziałem. - Harry opowiedział jak chciał pomóc jakiejś dziewczynie, jednak ona uciekła. Wszystko by się zgadzało.
- To mogła być ona.
Liam postanowił, że pójdzie do Destiny, myślał, że właśnie jej Horan złożył dzisiaj wizytę. Jak zwykle się nie mylił. Poszedł tam z Lou i Harry'm. Po chwili razem z chłopcami siedział obok niej na kanapie.
- Tak, przyszedł dzisiaj do mnie, o 4 nad ranem, chciał, żebym przespała się z Zayn'em, przynajmniej ja to tak zrozumiałam.
- Zgodziłaś się? - wypalił Lou.
- Masz mnie za puszczalską?! Nigdy w życiu, Zayn to mój przyjaciel. - popatrzała na Harry'ego, siedział tu już 5 minut, a ona dopiero teraz rozpoznała, że to ten chłopak z pod domu, który chciał jej pomóc. On też na nią spojrzał. Patrzył na nią nie jak na przedmiot, nie jak na piękną kobietę, lecz w sposób nieuchwytny, jakby przenikał na wskroś jej duszę, jej strach, jej kruchość, jej niezdolność do walki ze światem, nad którym pozornie dominowała,choć tak naprawdę niczego o nim nie wiedziała. Otrząsnęła się, jakby poczuła, że przenika ją mróz, jakby ktoś wrzucił ją do lodowatej wody.
- To wszystko wymyśliła Perrie. Ona omotała Nialla.
- Perrie zawsze była zła, jednak to wybór Zayn'a, on zawsze miał za dobre serce.
- Prawda. - zgodził się Louis.
- Ale może to był przypadek? Może Harry źle zobaczył?
- Przypadki nie istnieją. Wszystkie rzeczy, które się zdarzają, zdarzają się w jakimś celu.
_______________________________________________________________________
Dobra rozdział jest bardziej informacyjny, ale kiedyś takowy musiał nastąpić, bo nie wiedzielibyście za dużo z tej mojej paplaniny o przyjaźni i aniołach i innych tego typu tępych gadaniach. To jest dopiero namiastka tego co będzie się działo w 20 rozdziale. I już od razu mówię, że nie przewiduję, żeby 20 była wesoła, bo kiedy robi się szczęśliwie jakoś nie umiem się znaleźć w tej sytuacji i ciężko mi jest to wszystko opisać. Dobraa znowu robię notkę pod rozdziałem dłuższą niż sam rozdział. xD Mam ostatnie zawiadomienie. NA MOIM BLOGU ZNAJDUJE SIĘ ZAKŁADKA SPAM NA DOLE. I jeżeli ktokolwiek ma mi tu kurwa mać spamować to niech nawet tu nie wchodzi. Ja rozumiem, że jest ciężko o stałych czytelników, ale żeby być takim chamem, że istnieje ta zakładka i dalej spamować pod rozdziałami. To wkurza serio -,- Jeżeli ktoś wyraża swoją opinię o rozdziale i pod spodem da link swojego bloga to spoko, rozumiem, może być. Ale żeby pisać 3 linijki o tym, że " Zapraszam na mojego bloga, mam nadzieję, że zaobserwujesz, polecisz, skomentujesz....bla bla bla. " Po co mam to robić? Nawet jakby to miało być najlepsze opowiadanie na świecie i tak nie wejdę, gdyby było to napisane w zakładce to spoko. Przepraszam za to, że musiałyście to czytać, ale inaczej nie dotrę do niektórych osób.
środa, 5 grudnia 2012
18. " Przyjaźń zawarta w dzieciństwie to jedyne, co nie umiera wcześniej niż my. "
(włącz)
- Wstawiłeś się za mną, czemu? Dobrze wiesz, że za mną nie trzeba się wstawiać, bo i tak nikogo nie obchodzę. - oczy znowu straciły blask. Nienawidzę wspomnień. Nieważne jakich i tak ich nienawidzę.
Ludzkie oczy mówią czasem gorsze rzeczy niż usta i jest tu jakaś racja, jednak on nie chciał patrzeć w jej oczy, nie chciał wiedzieć co mówią. Nie mógł znieść tego, że jego przyjaciółka mówi takie rzeczy. Czy ona nie widzi, że jest dla niego cholernie ważna?
- Przestań tak mówić! - krzyknął i spojrzał w jej oczy. - Co ty sobie ubzdurałaś? Przecież wiesz, że wstawiłbym się za tobą murem. Pokochałem cię od nowa. - ostatnie zdanie wyszeptał, zdał sobie sprawę, że naprawdę to zrobił, że pokochał ją, znowu, albo..nigdy nie przestał? W każdym razie kochał ją i martwił się o nią.
- Zaczęłam cierpieć na bezsenność. Nawet nie wiesz co można sobie ubzdurać przez całą noc. - odezwała się najciszej jak umiała, ciągle zaskoczona tonem, jaki wydobywał się z jego ust chwilę temu.
- Wiem. Chodź do domu. - chwycił ją za rękę i pociągnął w stronę drzwi. Usiadła na podłodze, cała mokra. Nie bardzo się tym przejmowała, może miała depresję? Wszystko było jej obojętne.
- Przebierz się, bo się przeziębisz. - powiedział mulat stanowczym tonem.
- Nie, dziękuję.
- Wraca dawna, oporna Des? - podniósł brwi do góry.
- Nie, wolę tą nową.
- Szkoda. - usiadł zrezygnowany koło niej. - Tamta była przynajmniej wesoła. Nie brakuje ci tego ?
- Czasem, ale jedynie czasem. Chciałabym krzyczeć słowami, zamiast tego zamykam się w świecie pustych oczu i martwych pragnień. Czasami myślę o chwilę za długo, w głowie chodzę zakazanymi uliczkami, w prawdziwym świecie stawiam sobie mury nie do pokonania. To ciągle ja, czy może iluzja, może jestem samotna, ale wiesz co? - popatrzała na niego, w jej oczach można było znaleźć ironię. - Jestem skazana na bycie samą, czy mi się to podoba, czy nie. Po za tym..- urwała na chwilę, a po jej policzkach poleciały łzy, jej twarz w tym momencie rozczuliłaby największego twardziela na świecie. - nawet pies mnie opuszcza.
Płakała leżąc na podłodze i nigdy przedtem ani potem nie usłyszał już takiego płaczu. Tak płakaliby chyba tylko umarli, którym przyszłoby zmartwychwstać i żyć po raz drugi.
"Każdy ma swojego anioła,
nawet tutaj na ziemi,
pozwól tylko nim być dla Ciebie!
Otrzeć Twoje gorzkie łzy,
pocieszyć w każdym smutku.
pomóc, nawet kiedy już nie wierzysz,
że ktoś do Ciebie wyciągnie rękę.
Pozwól komuś zapłakać,
kiedy, wie że może Cię stracić,
czasami tak niewiele brakuje,
by przestać wierzyć.
Ale prawdziwa przyjaźń,
nie zna granic,
nawet przez chwilę nie zapomina!"
- Znajdziemy go. - wyszeptał, wtulając twarz w jej włosy. Pachniały miętą i cynamonem. Niecodzienne połączenie, jednak bardzo kuszące, pobudzało jego zmysły. - Uwierz mi, że gdyby niebo płakało tak pięknie jak ty, znalazłbym sposób by je jakoś pocieszyć.
Na jej twarzy pojawił się uśmiech, tym razem nie był on ledwo widoczny, kąciki jej ust podniosły się ku górze, czyżby wróciła dawna ona? Wróciła razem z nim, bo najważniejsze było to, że był. Właśnie kolejny raz udowodnił jej, że żałuje, że wspiera, że kocha... ale nie TĄ miłością, jednak kocha, na swój własny sposób. Przyjaźń zawarta w dzieciństwie to jedyne, co nie umiera wcześniej niż my.
- Cieszę się, że cie znalazłem. - przygarnął ją do siebie ręką, a ona się nie opierała tylko położyła głowę na jego ramieniu. Uwierzyła, że marzenia czasem się spełniają, tylko trzeba czekać. Ona czekała długo, ale chyba było warto, choćby dla tej chwili.
" Ludzie zapomną co mówisz, ale nigdy nie zapomną jak się przy Tobie czuli "
To jest w pewnym sensie prawda, jednak ona nie dość, że pamięta jak się przy nim czuje, to pamięta każde słowo wypowiedziane przez niego w jej stronę, pamięta każdy gest. To się chyba nazywa przyjaźń. Nie, to na pewno jest przyjaźń, takiej jakie nie widzieliście i na pewno nie zobaczycie nigdy. Wreszcie szła dobrą drogą, tą prawdziwą, tą która obdarzy ją uczuciem, tą która będzie ją kochać. Szła białą ścieżką ze złożonymi dłońmi, niczym skrzydła motyla.
- Chyba ktoś dzwoni. - z transu rozmyśleń wyrwał ją głos Zayn'a. Poszła otworzyć, w progu stała Alice z jakimś chłopakiem.
- Cześć Des. To jest Liam. - pokazała na chłopaka. - Mój przyjaciel.
- Cześć. - odpowiedziała i wpuściła ich do środka.
- Liam?! - krzyknął mulat, kiedy zobaczył brązowookiego. - Co ty tu robisz?
- Przyszedłem z Alice.
To dlatego zawsze wychodził nikomu nic nie mówiąc, pomyślał mulat.
- A ty co tu robisz?
- Rozmawiam z przyjaciółką. - opowiedział mu wszystko od początku do końca, sprawę z psem i groźbami pominął. Ufał Liam'owi, ale nie chciał go tym wszystkim dręczyć, bo wiedział, że bardzo martwiłby się o niego.
- Historia niczym z książki. - wyrwało się Alice.
Po chwili wszyscy pogrążyli się w rozmowie, wszyscy oprócz szatynki. Zresztą jak zwykle nie miała ona nic do powiedzenia. Najwięcej mówiła, kiedy milczała, wszystko zdradzały jej oczy, jednak nie wszyscy mogli zobaczyć co w nich jest. Jedynie ci, którzy byli spostrzegawczy. Taką osobą był Liam, Destiny go oczarowała swoimi oczami. Był ktoś kogo nimi nie oczarowała? Zdaje mi się, że nie. Jednak nie tylko kolorem, lecz tym smutkiem i żalem który czaił się w źrenicach. To była zagadka i tylko wyłącznie od niego zależało to czy ją odgadnie, czy nie.
- Des. - zwróciła się do niej Alice. - A gdzie jest Whitney?
- Oddałam go. Nie umiałam się nim zająć. - musiała szybko wymyślić jakąś wymówkę na poczekaniu. Zayn widział ile ją to kosztuje, żeby się nie rozpłakać. Dzielna dziewczynka.
Jej przyjaciele wkrótce poszli, o ile mogła ich tak nazywać, ale pewnie nie mieliby nic przeciwko temu, został tylko Zayn.
- Nie będziesz już płakać? - spytał, stojąc już w drzwiach.
- W ubiegłym roku mogłam płakać, ale tej nocy spróbuję się uśmiechać.
- Moja Des. - przytulił dziewczynę do siebie i poszedł do domu. Do Perrie.
Ona też go kochała, w końcu się przyjaźnili. Nie ma ludzi bez uczuć, są tylko tacy, których przeraża to, że je mają.
Szatynka, tak jak obiecała mulatowi, położyła się spać z uśmiechem na twarzy, jednak nie mogła obiecać czy się z nim obudzi.
______________________________________________________________________
Z góry przepraszam za błędy i literówki, oraz za to, że nic tak długo nie dodawałam, ale po pierwsze miałam 3 sprawdziany ( z których i tak dostanę 1. -,- ) i nie wiedziałam czy dodać wątek miłosny. Dużo osób chce, żeby była to miłość pomiędzy Des a Zaynem, niestety muszę Was rozczarować. Jeżeli w ogóle takowy wątek miłosny nastąpi, nie będzie on pomiędzy nimi. Przykro mi ;c Nie chcę kolejnego opowiadania o wielkiej miłości, potem trochę kłótni, a na koniec niech się hajtną. To jest nudne i banalnie proste, a ja takich rzeczy nienawidzę, bo mi chodzi o to, żeby to było oryginalne, żeby mieć własny pomysł i nie naśladować innych blogów. Rozumiem jeżeli Was rozczarowałam tą wiadomością i tym rozdziałem. ;c Ale w ostatnim rozdziale na tym blogu ( który mam już zaplanowany) być może choć trochę zrozumiecie dlaczego nie chcę tego tak rozegrać. :) Dziękuję za komentarze, które bardzo mi pomogły dojść do takiej decyzji, co prawda więcej było tych na Zayn + Destiny, ale jednak pojawiły się takie, które były przeciw. :) A i niedługo zbliżamy się do 20 rozdziału, trzeba to jakoś uczcić, bo wytrzymałam. xD Spodziewałam się, że wymięknę już po 10, ale jednak nie ma tak źle. ;P Więc macie do wyboru :
- długi 20 rozdział ( jeżeli to wybierzecie, postaram się go napisać na tyle na ile pozwala mi szkoła ;> )
- fakty o mnie ( o matko xD )
- imagine napisany prze ze mnie ( nie wiem czy by mi to wyszło, ale spróbować można )
Więc piszcie w komentarzach co wybieracie. :)
Kocham Was ;xx
- Wstawiłeś się za mną, czemu? Dobrze wiesz, że za mną nie trzeba się wstawiać, bo i tak nikogo nie obchodzę. - oczy znowu straciły blask. Nienawidzę wspomnień. Nieważne jakich i tak ich nienawidzę.
Ludzkie oczy mówią czasem gorsze rzeczy niż usta i jest tu jakaś racja, jednak on nie chciał patrzeć w jej oczy, nie chciał wiedzieć co mówią. Nie mógł znieść tego, że jego przyjaciółka mówi takie rzeczy. Czy ona nie widzi, że jest dla niego cholernie ważna?
- Przestań tak mówić! - krzyknął i spojrzał w jej oczy. - Co ty sobie ubzdurałaś? Przecież wiesz, że wstawiłbym się za tobą murem. Pokochałem cię od nowa. - ostatnie zdanie wyszeptał, zdał sobie sprawę, że naprawdę to zrobił, że pokochał ją, znowu, albo..nigdy nie przestał? W każdym razie kochał ją i martwił się o nią.
- Zaczęłam cierpieć na bezsenność. Nawet nie wiesz co można sobie ubzdurać przez całą noc. - odezwała się najciszej jak umiała, ciągle zaskoczona tonem, jaki wydobywał się z jego ust chwilę temu.
- Wiem. Chodź do domu. - chwycił ją za rękę i pociągnął w stronę drzwi. Usiadła na podłodze, cała mokra. Nie bardzo się tym przejmowała, może miała depresję? Wszystko było jej obojętne.
- Przebierz się, bo się przeziębisz. - powiedział mulat stanowczym tonem.
- Nie, dziękuję.
- Wraca dawna, oporna Des? - podniósł brwi do góry.
- Nie, wolę tą nową.
- Szkoda. - usiadł zrezygnowany koło niej. - Tamta była przynajmniej wesoła. Nie brakuje ci tego ?
- Czasem, ale jedynie czasem. Chciałabym krzyczeć słowami, zamiast tego zamykam się w świecie pustych oczu i martwych pragnień. Czasami myślę o chwilę za długo, w głowie chodzę zakazanymi uliczkami, w prawdziwym świecie stawiam sobie mury nie do pokonania. To ciągle ja, czy może iluzja, może jestem samotna, ale wiesz co? - popatrzała na niego, w jej oczach można było znaleźć ironię. - Jestem skazana na bycie samą, czy mi się to podoba, czy nie. Po za tym..- urwała na chwilę, a po jej policzkach poleciały łzy, jej twarz w tym momencie rozczuliłaby największego twardziela na świecie. - nawet pies mnie opuszcza.
Płakała leżąc na podłodze i nigdy przedtem ani potem nie usłyszał już takiego płaczu. Tak płakaliby chyba tylko umarli, którym przyszłoby zmartwychwstać i żyć po raz drugi.
"Każdy ma swojego anioła,
nawet tutaj na ziemi,
pozwól tylko nim być dla Ciebie!
Otrzeć Twoje gorzkie łzy,
pocieszyć w każdym smutku.
pomóc, nawet kiedy już nie wierzysz,
że ktoś do Ciebie wyciągnie rękę.
Pozwól komuś zapłakać,
kiedy, wie że może Cię stracić,
czasami tak niewiele brakuje,
by przestać wierzyć.
Ale prawdziwa przyjaźń,
nie zna granic,
nawet przez chwilę nie zapomina!"
- Znajdziemy go. - wyszeptał, wtulając twarz w jej włosy. Pachniały miętą i cynamonem. Niecodzienne połączenie, jednak bardzo kuszące, pobudzało jego zmysły. - Uwierz mi, że gdyby niebo płakało tak pięknie jak ty, znalazłbym sposób by je jakoś pocieszyć.
Na jej twarzy pojawił się uśmiech, tym razem nie był on ledwo widoczny, kąciki jej ust podniosły się ku górze, czyżby wróciła dawna ona? Wróciła razem z nim, bo najważniejsze było to, że był. Właśnie kolejny raz udowodnił jej, że żałuje, że wspiera, że kocha... ale nie TĄ miłością, jednak kocha, na swój własny sposób. Przyjaźń zawarta w dzieciństwie to jedyne, co nie umiera wcześniej niż my.
- Cieszę się, że cie znalazłem. - przygarnął ją do siebie ręką, a ona się nie opierała tylko położyła głowę na jego ramieniu. Uwierzyła, że marzenia czasem się spełniają, tylko trzeba czekać. Ona czekała długo, ale chyba było warto, choćby dla tej chwili.
" Ludzie zapomną co mówisz, ale nigdy nie zapomną jak się przy Tobie czuli "
To jest w pewnym sensie prawda, jednak ona nie dość, że pamięta jak się przy nim czuje, to pamięta każde słowo wypowiedziane przez niego w jej stronę, pamięta każdy gest. To się chyba nazywa przyjaźń. Nie, to na pewno jest przyjaźń, takiej jakie nie widzieliście i na pewno nie zobaczycie nigdy. Wreszcie szła dobrą drogą, tą prawdziwą, tą która obdarzy ją uczuciem, tą która będzie ją kochać. Szła białą ścieżką ze złożonymi dłońmi, niczym skrzydła motyla.
- Chyba ktoś dzwoni. - z transu rozmyśleń wyrwał ją głos Zayn'a. Poszła otworzyć, w progu stała Alice z jakimś chłopakiem.
- Cześć Des. To jest Liam. - pokazała na chłopaka. - Mój przyjaciel.
- Cześć. - odpowiedziała i wpuściła ich do środka.
- Liam?! - krzyknął mulat, kiedy zobaczył brązowookiego. - Co ty tu robisz?
- Przyszedłem z Alice.
To dlatego zawsze wychodził nikomu nic nie mówiąc, pomyślał mulat.
- A ty co tu robisz?
- Rozmawiam z przyjaciółką. - opowiedział mu wszystko od początku do końca, sprawę z psem i groźbami pominął. Ufał Liam'owi, ale nie chciał go tym wszystkim dręczyć, bo wiedział, że bardzo martwiłby się o niego.
- Historia niczym z książki. - wyrwało się Alice.
Po chwili wszyscy pogrążyli się w rozmowie, wszyscy oprócz szatynki. Zresztą jak zwykle nie miała ona nic do powiedzenia. Najwięcej mówiła, kiedy milczała, wszystko zdradzały jej oczy, jednak nie wszyscy mogli zobaczyć co w nich jest. Jedynie ci, którzy byli spostrzegawczy. Taką osobą był Liam, Destiny go oczarowała swoimi oczami. Był ktoś kogo nimi nie oczarowała? Zdaje mi się, że nie. Jednak nie tylko kolorem, lecz tym smutkiem i żalem który czaił się w źrenicach. To była zagadka i tylko wyłącznie od niego zależało to czy ją odgadnie, czy nie.
- Des. - zwróciła się do niej Alice. - A gdzie jest Whitney?
- Oddałam go. Nie umiałam się nim zająć. - musiała szybko wymyślić jakąś wymówkę na poczekaniu. Zayn widział ile ją to kosztuje, żeby się nie rozpłakać. Dzielna dziewczynka.
Jej przyjaciele wkrótce poszli, o ile mogła ich tak nazywać, ale pewnie nie mieliby nic przeciwko temu, został tylko Zayn.
- Nie będziesz już płakać? - spytał, stojąc już w drzwiach.
- W ubiegłym roku mogłam płakać, ale tej nocy spróbuję się uśmiechać.
- Moja Des. - przytulił dziewczynę do siebie i poszedł do domu. Do Perrie.
Ona też go kochała, w końcu się przyjaźnili. Nie ma ludzi bez uczuć, są tylko tacy, których przeraża to, że je mają.
Szatynka, tak jak obiecała mulatowi, położyła się spać z uśmiechem na twarzy, jednak nie mogła obiecać czy się z nim obudzi.
______________________________________________________________________
Z góry przepraszam za błędy i literówki, oraz za to, że nic tak długo nie dodawałam, ale po pierwsze miałam 3 sprawdziany ( z których i tak dostanę 1. -,- ) i nie wiedziałam czy dodać wątek miłosny. Dużo osób chce, żeby była to miłość pomiędzy Des a Zaynem, niestety muszę Was rozczarować. Jeżeli w ogóle takowy wątek miłosny nastąpi, nie będzie on pomiędzy nimi. Przykro mi ;c Nie chcę kolejnego opowiadania o wielkiej miłości, potem trochę kłótni, a na koniec niech się hajtną. To jest nudne i banalnie proste, a ja takich rzeczy nienawidzę, bo mi chodzi o to, żeby to było oryginalne, żeby mieć własny pomysł i nie naśladować innych blogów. Rozumiem jeżeli Was rozczarowałam tą wiadomością i tym rozdziałem. ;c Ale w ostatnim rozdziale na tym blogu ( który mam już zaplanowany) być może choć trochę zrozumiecie dlaczego nie chcę tego tak rozegrać. :) Dziękuję za komentarze, które bardzo mi pomogły dojść do takiej decyzji, co prawda więcej było tych na Zayn + Destiny, ale jednak pojawiły się takie, które były przeciw. :) A i niedługo zbliżamy się do 20 rozdziału, trzeba to jakoś uczcić, bo wytrzymałam. xD Spodziewałam się, że wymięknę już po 10, ale jednak nie ma tak źle. ;P Więc macie do wyboru :
- długi 20 rozdział ( jeżeli to wybierzecie, postaram się go napisać na tyle na ile pozwala mi szkoła ;> )
- fakty o mnie ( o matko xD )
- imagine napisany prze ze mnie ( nie wiem czy by mi to wyszło, ale spróbować można )
Więc piszcie w komentarzach co wybieracie. :)
Kocham Was ;xx
poniedziałek, 3 grudnia 2012
PRZECZYTAJ!!
No to tak, mam ogłoszenie parafialne, albo raczej pytanie czy coś. Jak wiecie na razie pisze o przyjaźni pomiędzy Zayn'em a Destiny, to jest jak na razie główny temat. Nie spodziewałam się, że ktoś będzie chciał czytać tego dziwnego bloga. Ot co, taka dziwna historia z masą zagadek i niedomówień. Moje pytanie brzmi: Mam wprowadzić wątek miłosny, czy dalej trzymać się tej jakże dziwnej przyjaźni? Bo wiele osób pisało, że chce, żeby to było typowo o przyjaźni, ale nie będę ukrywać, że to nie jest wcale takie łatwe stworzyć bloga tylko i wyłącznie w tym temacie, nie zanudzając tym czytelniczek. Bo chyba Was nie zanudzam, no nie? Mam taką nadzieję. Będę szczera i Wam powiem, że to jest trudne, niby mam tą fabułę, ale czasami trudno jest się jej trzymać tak do końca i często zadaję sobie pytanie Co ja mam dalej napisać? Więc piszcie w komentarzach, czy chcecie wątki miłosne czy nie. Może mam coś zmienić? Po prostu chcę znać Wasza opinię. A i jeszcze jedna osoba pisała, że nie pasuje jej to, że Niall zakochał się w Perrie, nie martw się :) Mogę ci wyjawić, że jest to przejściowe, nie będą razem do końca. Jest mi to potrzebne do opowiadania, ale nie zdradzę Wam więcej szczegółów, bo mogłybyście się domyślić o co chodzi. :P
Kocham Was. ;xx
Kocham Was. ;xx
piątek, 30 listopada 2012
17. " Ona czuła deszcz, inni po prostu mokli."
(włącz)
- Mam nadzieję, że nie jest już za późno, że ciągle czekasz. - powiedział Zayn, spoglądając na szatynkę.
- Myślisz, że gdybym nie czekała, stałabym tu przed tobą? - przy słowach Des, mulat uśmiechnął się zadowolony z takiego obrotu sprawy.
- Szczerze? Nie wiem co powiedzieć. Nie wiem czy cię przeprosić, czy cię przytulić, czy po prostu znowu stchórzyć. - zaśmiała się nerwowo, myśląc nad tym co właśnie powiedziała. Niespodziewanie Zayn przytulił się do niej. Teraz właśnie nadeszły te chwile, w których modliła się do Boga o ich nie skończenie. Odzyskała bliską osobę, wybaczyła mu wszystko, teraz to zrozumiała, teraz była szczęśliwa. Tak, mogła powiedzieć, że jest szczęśliwa. Po raz pierwszy od bardzo dawna.
- Tęskniłem. - jedno słowo, a utwierdziło ją w przekonaniu, że nie jest sama na tym świecie. Do pokoju mulata weszła jego matka. Jakież było jej zdziwienie, kiedy zobaczyła Destiny. Rozpoznała ją, w końcu ona zabiła jej córkę, była o tym przekonana.
- To znowu ty?! - krzyknęła kobieta. Des nie wiedziała co zrobić, najchętniej uciekłaby stamtąd, ale powstrzymywała ją ręka Zayn'a.
- To nie ona zabiła Doniye. - powiedział.
- Jak to nie? To niby kto jak nie ona? Powiedz, kogo jeszcze zabiłaś? Morderca zostanie mordercą, on się nie zmienia. - wysyczała szatynce prosto w twarz. - Wynoś się z mojego domu! - wypchnęła ją za drzwi pokoju, dalej Des szła sama. Wyszła z domu Zayn'a i skierowała swoje kroki w stronę swojej posesji. Nie zdążyła nawet zdjąć butów, kiedy zadzwonił dzwonek, chłopak który stał za drzwiami, nie czekając aż ktoś otworzy wszedł do jej domu.
- Przepraszam za nią. - powiedział cicho.
- Nie ma za co, zasłużyłam sobie. - odpowiedziała cicho i udała się do pokoju, Zayn poszedł za nią i zajął miejsce obok niej.
- Nie byłaś taka Des, byłaś twarda. Pamiętasz jak chłopcy z podwórka mi dokuczali? Stanęłaś w mojej obronie, nie bałaś się niczego, a teraz? Przecież dobrze wiesz, że tego nie zrobiłaś. Cholera Destiny, walcz o swoje! Nie poddawaj się, nie zamykaj w tym małym mieszkanku, nie widzisz co ze sobą robisz? - ostatnie zdanie powiedział nieco ciszej.
- Niby jak mam być silna, ze świadomością, że wszyscy mnie nienawidzą, że wszyscy ode mnie odchodzą, że...że nikt mnie nie kocha. - nienawidziła swojej wrażliwości, nienawidziła siebie, za wszystko, a najbardziej za to, że ludzie których kochała odeszli. Przecież nie powinna obwiniać za to siebie, tylko tych którzy to zrobili, tych którzy doprowadzili ją do takiego stanu, tych na których się zawiodła.
- Ja cię kocham, w końcu od tego są przyjaciele. - uśmiechnął się w jej stronę i przytulił. Dzieciństwo wróciło, przypomniała sobie wszystkie piękne chwile, ale tych złych też nie zabrakło.
- Muszę już iść, mama się na mnie wścieknie. - powiedział i już go nie było. Znowu ta cholerna pustka, wcześniej jeszcze wypełniał ją Whitney, a teraz? Właśnie Whit, ciekawe czy jeszcze żyje.
- Co ja bym dała, żeby wrócił do mnie i spojrzał tymi swoimi ślepiami, położył się w nogach, żeby po prostu był. - szepnęła, przerwał jej dzwonek do drzwi. Kto znowu? Chcę być sama, nie chcę widzieć nikogo.
Otworzyła drzwi, a do jej domu weszła Alice, która trzymała w swojej dłoni kopertę.
- Hej. To leżało przed twoimi drzwiami. - powiedziała i podała kopertę, jak się później okazało ze zdjęciami.
Dziewczyny siedziały i popijały herbatę, która Des wcześniej zaparzyła. Ani im się śniło otworzyć kopertę, która leżała na półce.
- Może poszłabyś ze mną do klubu za dwa dni? - spytała blondynka.
- Nie, dziękuję. Nie lubię klubów. - odpowiedziała grzecznie Des. Nie chciała iść, jednak głosik w jej głowie podpowiadał jej , żeby poszła, w końcu, co jej szkodzi?
- Jednak jakbyś się jeszcze namyśliła, zapisz sobie mój numer. - powiedziała i podała jej rząd cyfr. Chwile potem opuściła dom szatynki. Dziewczyna skierowała swoje kroki do szafki, gdzie leżała koperta. Otworzyła ją, a z jej wnętrza wyleciały 3 zdjęcia i zapisana kartka. Spojrzała na nie i szybko odwróciła wzrok, była zbyt zszokowana, żeby racjonalnie myśleć. Nie mogła na nie patrzeć, to za bardzo bolało, to było chore. Wybiegła z domu, jakby ją ktoś gonił, co prawda tak się właśnie czuła. Usiadła pod drzewem, na swoim podwórzu. Nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła. Zmasakrowane ciało jej psa i jeszcze mieli czelność go kopać! Ten kto to zrobił na pewno nie był człowiekiem, był potworem! Ukryła swoją twarz w rękach. Znowu była nieszczęśliwa, zraniona, porzucona. Zobaczył ją chłopak, podszedł do niej, pytał czy nic jej nie jest. Nawet nie uniosła głowy, żeby na niego spojrzeć. Był to kolega Zayn'a, Harry.
- Nie płacz. - próbował ją uspokoić, jednak wszystko poszło na marne, szatynka nadal płakała. Straciła kolejnego przyjaciela, albo jednak nie? Może on jeszcze żyje? Może go nie zabili? Chciała w to wierzyć, jednak nie potrafiła. Podniosła głowę, żeby spojrzeć na Harry'ego. Chłopak w tej samej chwili podniósł na nią wzrok. Wtedy go coś trafiło, ujrzał niebieskie oczy anioła, co prawda zapłakane, ale nawet u Niall'a nie widział takiej wyrazistej głębi niebieskiego morza.
- Mieszkasz tu? - spytał, pokazując ręką na budynek. Ta pokiwała głową, energicznie wstając z zimnej ziemi i pobiegła do domu, po czym zamknęła go na klucz. Zamknęła drzwi, nie tylko przed nim, zamknęła je przed wszystkimi. Znowu zaczęła żyć w świecie, do którego nie ma dostępu żadne z Was.
W jej świecie nachodziły ją różne myśli, raz było dobrze, raz źle, mimo to jeszcze dawała radę. Gdyby ludzie wiedzieli jaka jest na prawdę, pomyśleliby, że jest chora psychicznie, ale to kłamstwo, ona po prostu była inna. Ale czy inna znaczy wyjątkowa? W jej przypadku chyba tak. Była jak trędowata. Dlaczego? Bo inna od wszystkich. Może nie była do końca sobą, może się trochę pogubiła w życiu, ale jednak była wyjątkowa. W końcu bycie innym, nie zawsze oznacza bycie trędowatym. Kiedy zobaczyła, że chłopak z lokami się oddalił, a zrobił to, ponieważ zaczęło padać, wyszła z domu, jednak nadal była w swoim świecie. Przechodzący ludzie myśleli, że jest jakaś nienormalna, podczas gdy oni uciekali przed deszczem, ona stała. Ona czuła deszcz, inni po prostu mokli. Wreszcie mogła popłakać tak, że nikt nie będzie pytał co się stało, wszyscy pomylą łzy z kropelkami deszczu, ale to dobrze. Czasami ludzie są strasznie omylni, niespostrzegawczy, nieempatyczni. Po prostu są ludźmi. Ona o wiele bardziej wolała zwierzęta, czemu? Bo nie byli ludźmi. Jednak był jeden człowiek, który znał ją na tyle dobrze, że wiedział kiedy płacze. Wcale nie musiał iść do domu, chciał zobaczyć co ona robi, kiedy nikogo przy niej nie ma. Obserwował ją cały czas, nawet wtedy kiedy Harry do niej podszedł. Widział wszystko, widział zdjęcia, widział groźbę.
" Niedługo na tym miejscu zagości twoje ciało."
Nie wiedział o co chodzi, ale kiedy Harry poszedł, a Des wyszła z domu podszedł do niej i przytulił ją. Widział, że z jej smutnych oczy lecą krople wody, ale jednak słonej.
- Cii, wszystko będzie dobrze, znajdziemy go, tylko nie płacz.
- Skąd wiesz, że płacze? - wyszlochała cicho.
- Przecież cię znam. - popatrzał na dziewczynę, która tuliła się do jego klatki piersiowej i poczuł się szczęśliwy. Nie chciał patrzeć w jej oczy. Bał się nieba, które było w nich zawarte. Chociaż na razie było pochmurne i leciał z nich deszcz, który przybrał postać łez, jednak niedługo wzejdzie słońce, pojawi się tęcza i będą świeciły swoim blaskiem.
- Nie opuszczaj mnie, bo mam tylko ciebie.
_________________________________________________________________________________
Siemka moje skarby <3 Nie no nie rozczulajmy się, rozdział jest totalną klapą, ale jest dość długi, jak na mnie. xD Taa.. marne pocieszenie. Dziękuję za komentarze ♥ Zrobiłam ankietę, jak ktoś jeszcze nie zagłosował prosiłabym, aby to zrobił. Na razie wyniki nie za bardzo mnie satysfakcjonują. Czemu? Bo 5 osób czyta, a nie komentuje, nie wiem jak wy uważacie, ale dla mnie jest to pasożytnictwo! Jak wy byście się czuli, gdybyście pisali rozdziały, a ktoś je tylko czytał i nie doceniał waszej pracy? Nie chodzi mi tu o to, że macie mi tu słodzić, ani nic z tych rzeczy, ja chcę tylko waszej szczerej opinii na temat rozdziału. To tak dużo? Dobra, rozpisałam się, ale już koniec. :)
Kocham Was. ;xx
- Mam nadzieję, że nie jest już za późno, że ciągle czekasz. - powiedział Zayn, spoglądając na szatynkę.
- Myślisz, że gdybym nie czekała, stałabym tu przed tobą? - przy słowach Des, mulat uśmiechnął się zadowolony z takiego obrotu sprawy.
- Szczerze? Nie wiem co powiedzieć. Nie wiem czy cię przeprosić, czy cię przytulić, czy po prostu znowu stchórzyć. - zaśmiała się nerwowo, myśląc nad tym co właśnie powiedziała. Niespodziewanie Zayn przytulił się do niej. Teraz właśnie nadeszły te chwile, w których modliła się do Boga o ich nie skończenie. Odzyskała bliską osobę, wybaczyła mu wszystko, teraz to zrozumiała, teraz była szczęśliwa. Tak, mogła powiedzieć, że jest szczęśliwa. Po raz pierwszy od bardzo dawna.
- Tęskniłem. - jedno słowo, a utwierdziło ją w przekonaniu, że nie jest sama na tym świecie. Do pokoju mulata weszła jego matka. Jakież było jej zdziwienie, kiedy zobaczyła Destiny. Rozpoznała ją, w końcu ona zabiła jej córkę, była o tym przekonana.
- To znowu ty?! - krzyknęła kobieta. Des nie wiedziała co zrobić, najchętniej uciekłaby stamtąd, ale powstrzymywała ją ręka Zayn'a.
- To nie ona zabiła Doniye. - powiedział.
- Jak to nie? To niby kto jak nie ona? Powiedz, kogo jeszcze zabiłaś? Morderca zostanie mordercą, on się nie zmienia. - wysyczała szatynce prosto w twarz. - Wynoś się z mojego domu! - wypchnęła ją za drzwi pokoju, dalej Des szła sama. Wyszła z domu Zayn'a i skierowała swoje kroki w stronę swojej posesji. Nie zdążyła nawet zdjąć butów, kiedy zadzwonił dzwonek, chłopak który stał za drzwiami, nie czekając aż ktoś otworzy wszedł do jej domu.
- Przepraszam za nią. - powiedział cicho.
- Nie ma za co, zasłużyłam sobie. - odpowiedziała cicho i udała się do pokoju, Zayn poszedł za nią i zajął miejsce obok niej.
- Nie byłaś taka Des, byłaś twarda. Pamiętasz jak chłopcy z podwórka mi dokuczali? Stanęłaś w mojej obronie, nie bałaś się niczego, a teraz? Przecież dobrze wiesz, że tego nie zrobiłaś. Cholera Destiny, walcz o swoje! Nie poddawaj się, nie zamykaj w tym małym mieszkanku, nie widzisz co ze sobą robisz? - ostatnie zdanie powiedział nieco ciszej.
- Niby jak mam być silna, ze świadomością, że wszyscy mnie nienawidzą, że wszyscy ode mnie odchodzą, że...że nikt mnie nie kocha. - nienawidziła swojej wrażliwości, nienawidziła siebie, za wszystko, a najbardziej za to, że ludzie których kochała odeszli. Przecież nie powinna obwiniać za to siebie, tylko tych którzy to zrobili, tych którzy doprowadzili ją do takiego stanu, tych na których się zawiodła.
- Ja cię kocham, w końcu od tego są przyjaciele. - uśmiechnął się w jej stronę i przytulił. Dzieciństwo wróciło, przypomniała sobie wszystkie piękne chwile, ale tych złych też nie zabrakło.
- Muszę już iść, mama się na mnie wścieknie. - powiedział i już go nie było. Znowu ta cholerna pustka, wcześniej jeszcze wypełniał ją Whitney, a teraz? Właśnie Whit, ciekawe czy jeszcze żyje.
- Co ja bym dała, żeby wrócił do mnie i spojrzał tymi swoimi ślepiami, położył się w nogach, żeby po prostu był. - szepnęła, przerwał jej dzwonek do drzwi. Kto znowu? Chcę być sama, nie chcę widzieć nikogo.
Otworzyła drzwi, a do jej domu weszła Alice, która trzymała w swojej dłoni kopertę.
- Hej. To leżało przed twoimi drzwiami. - powiedziała i podała kopertę, jak się później okazało ze zdjęciami.
Dziewczyny siedziały i popijały herbatę, która Des wcześniej zaparzyła. Ani im się śniło otworzyć kopertę, która leżała na półce.
- Może poszłabyś ze mną do klubu za dwa dni? - spytała blondynka.
- Nie, dziękuję. Nie lubię klubów. - odpowiedziała grzecznie Des. Nie chciała iść, jednak głosik w jej głowie podpowiadał jej , żeby poszła, w końcu, co jej szkodzi?
- Jednak jakbyś się jeszcze namyśliła, zapisz sobie mój numer. - powiedziała i podała jej rząd cyfr. Chwile potem opuściła dom szatynki. Dziewczyna skierowała swoje kroki do szafki, gdzie leżała koperta. Otworzyła ją, a z jej wnętrza wyleciały 3 zdjęcia i zapisana kartka. Spojrzała na nie i szybko odwróciła wzrok, była zbyt zszokowana, żeby racjonalnie myśleć. Nie mogła na nie patrzeć, to za bardzo bolało, to było chore. Wybiegła z domu, jakby ją ktoś gonił, co prawda tak się właśnie czuła. Usiadła pod drzewem, na swoim podwórzu. Nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła. Zmasakrowane ciało jej psa i jeszcze mieli czelność go kopać! Ten kto to zrobił na pewno nie był człowiekiem, był potworem! Ukryła swoją twarz w rękach. Znowu była nieszczęśliwa, zraniona, porzucona. Zobaczył ją chłopak, podszedł do niej, pytał czy nic jej nie jest. Nawet nie uniosła głowy, żeby na niego spojrzeć. Był to kolega Zayn'a, Harry.
- Nie płacz. - próbował ją uspokoić, jednak wszystko poszło na marne, szatynka nadal płakała. Straciła kolejnego przyjaciela, albo jednak nie? Może on jeszcze żyje? Może go nie zabili? Chciała w to wierzyć, jednak nie potrafiła. Podniosła głowę, żeby spojrzeć na Harry'ego. Chłopak w tej samej chwili podniósł na nią wzrok. Wtedy go coś trafiło, ujrzał niebieskie oczy anioła, co prawda zapłakane, ale nawet u Niall'a nie widział takiej wyrazistej głębi niebieskiego morza.
- Mieszkasz tu? - spytał, pokazując ręką na budynek. Ta pokiwała głową, energicznie wstając z zimnej ziemi i pobiegła do domu, po czym zamknęła go na klucz. Zamknęła drzwi, nie tylko przed nim, zamknęła je przed wszystkimi. Znowu zaczęła żyć w świecie, do którego nie ma dostępu żadne z Was.
W jej świecie nachodziły ją różne myśli, raz było dobrze, raz źle, mimo to jeszcze dawała radę. Gdyby ludzie wiedzieli jaka jest na prawdę, pomyśleliby, że jest chora psychicznie, ale to kłamstwo, ona po prostu była inna. Ale czy inna znaczy wyjątkowa? W jej przypadku chyba tak. Była jak trędowata. Dlaczego? Bo inna od wszystkich. Może nie była do końca sobą, może się trochę pogubiła w życiu, ale jednak była wyjątkowa. W końcu bycie innym, nie zawsze oznacza bycie trędowatym. Kiedy zobaczyła, że chłopak z lokami się oddalił, a zrobił to, ponieważ zaczęło padać, wyszła z domu, jednak nadal była w swoim świecie. Przechodzący ludzie myśleli, że jest jakaś nienormalna, podczas gdy oni uciekali przed deszczem, ona stała. Ona czuła deszcz, inni po prostu mokli. Wreszcie mogła popłakać tak, że nikt nie będzie pytał co się stało, wszyscy pomylą łzy z kropelkami deszczu, ale to dobrze. Czasami ludzie są strasznie omylni, niespostrzegawczy, nieempatyczni. Po prostu są ludźmi. Ona o wiele bardziej wolała zwierzęta, czemu? Bo nie byli ludźmi. Jednak był jeden człowiek, który znał ją na tyle dobrze, że wiedział kiedy płacze. Wcale nie musiał iść do domu, chciał zobaczyć co ona robi, kiedy nikogo przy niej nie ma. Obserwował ją cały czas, nawet wtedy kiedy Harry do niej podszedł. Widział wszystko, widział zdjęcia, widział groźbę.
" Niedługo na tym miejscu zagości twoje ciało."
Nie wiedział o co chodzi, ale kiedy Harry poszedł, a Des wyszła z domu podszedł do niej i przytulił ją. Widział, że z jej smutnych oczy lecą krople wody, ale jednak słonej.
- Cii, wszystko będzie dobrze, znajdziemy go, tylko nie płacz.
- Skąd wiesz, że płacze? - wyszlochała cicho.
- Przecież cię znam. - popatrzał na dziewczynę, która tuliła się do jego klatki piersiowej i poczuł się szczęśliwy. Nie chciał patrzeć w jej oczy. Bał się nieba, które było w nich zawarte. Chociaż na razie było pochmurne i leciał z nich deszcz, który przybrał postać łez, jednak niedługo wzejdzie słońce, pojawi się tęcza i będą świeciły swoim blaskiem.
- Nie opuszczaj mnie, bo mam tylko ciebie.
_________________________________________________________________________________
Siemka moje skarby <3 Nie no nie rozczulajmy się, rozdział jest totalną klapą, ale jest dość długi, jak na mnie. xD Taa.. marne pocieszenie. Dziękuję za komentarze ♥ Zrobiłam ankietę, jak ktoś jeszcze nie zagłosował prosiłabym, aby to zrobił. Na razie wyniki nie za bardzo mnie satysfakcjonują. Czemu? Bo 5 osób czyta, a nie komentuje, nie wiem jak wy uważacie, ale dla mnie jest to pasożytnictwo! Jak wy byście się czuli, gdybyście pisali rozdziały, a ktoś je tylko czytał i nie doceniał waszej pracy? Nie chodzi mi tu o to, że macie mi tu słodzić, ani nic z tych rzeczy, ja chcę tylko waszej szczerej opinii na temat rozdziału. To tak dużo? Dobra, rozpisałam się, ale już koniec. :)
Kocham Was. ;xx
Subskrybuj:
Posty (Atom)
